Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NaNo 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NaNo 2017. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 lutego 2018

Pierwsza część zakończona

Udało mi się wreszcie skończyć redakcję pierwszej części Anestezjologa. Co prawda "pierwsza część" to trochę określenie na wyrost w przypadku tak krótkiego tekstu, ale idea była taka, że w pierwszej połowie mam narrację z POV tylko Olgi (no i Wang Yaling w niby-prologu), a w drugiej części już pojawia się więcej osób. Część pierwsza wzbogaciła się o 2,8k słów (w sumie 23k), część druga ma niecałe 15k, ale w końcówce bardzo się spieszyłam więc będzie sporo dopisywania, mam już co najmniej dwa fragmenty, które muszę napisać od zera, a sporo istotnych elementów takich jak Pogrzeb albo Ważna Rozmowa jest reprezentowanych przez jakieś dwa marne akapity na krzyż. Tak, nie lubię zakończeń. Głównie dlatego, że nie mam wprawy w pisaniu, flow mi się kończył (jeszcze bym nie wygrała NaNo w niecałe dwa tygodnie i co wtedy? Zawsze lubię mieć trochę czasu w zapasie), poza tym trochę spieszyłam się już do Rubinskyego, który nawiasem mówiąc też ma gówniane zakończenie i będę musiała je mocno przepisywać. W każdym razie sytuacja jest taka, że zupełnie nie spieszy mi się do redagowania części drugiej Anestezjologa (a jeszcze mniej na zabieranie się za Rubnskyego), więc chyba dam sobie trochę na wstrzymanie z redakcją i może wezmę się za to opko o podróży przez Syberię.
A na zakończenie pogadanka Olgi i Rashmi przy herbacie. Olga ma pewien życiowy problem z empatią.
Rashmi opadła na oparcie kanapy, splotła palce na brzuchu, ale po chwili zaraz je rozplotła i położyła rękę na podłokietniku.
– Jest coś ważniejszego. Dużo ważniejszego.
– Co takiego?
– Zdenerwujesz się.
– Ale nie powstrzymało cię to przed zrobieniem tego, więc powiedz o co chodzi i miejmy to już za sobą.

poniedziałek, 12 lutego 2018

WIP

Takie tam przyjacielskie przepychanki.

Mila Nikolajewna patrzyła spod zmarszczonych brwi i ze zdenerwowaniem bębniła palcami po blacie.
– Nie wiem, co to za wojna, którą prowadzicie, ale to musi się skończyć.
– Tak jest. Właśnie to robię.
– Czy twój plan zakończenia wojny polega na wymordowaniu wszystkich ludzi z Chennai?
To jest całkiem dobry pomysł.
– Nie, nie polega.

niedziela, 11 lutego 2018

Feminizm

Tymczasem wypączkował mi w tym dopisywanym wątku nowy bohater, starszy mechanik German Iwanowicz Głuchowski. Mam już w Anestezjologu całych czterech facetów: Germana Iwanowicza, drugiego oficera, kapitana Chena Fu i pana Li, szefa tajnej policji. No i martwego anestezjologa, ale nie wiem, czy go liczyć, bo on jest martwy już w pierwszym zdaniu tekstu.
Jeśli kiedykolwiek to wydam, to będę z uporem twierdzić, że piszę literaturę kobiecą. Moimi bohaterkami są głownie kobiety i robią typowe kobiece czynności, takie jak rządzenie galaktyką, dowodzenie armią i strzelanie do ludzi.
(Ale Germana Iwanowicza lubię, zresztą imię zobowiązuje).

sobota, 10 lutego 2018

Typowy dzień we Flocie

Dopisałam już jedną stronę tego nowego wątku. Jak na razie członkowie jednej załogi użyli chemtrailsów, żeby narysować penisa zaraz za oknem ulubionego baru drugiej załogi, więc ci w zemście obsikali samochód oficera pierwszej załogi. Niech ktoś mi zabierze Worda.
Jeśli natomiast chodzi o konspekt opka, to wczoraj spędziłam dwie godziny surfując po Wikipedii (chciałam tylko sprawdzić, co to jest serak, ale potem wciągnęły mnie hasła na temat lodowców) i chyba mam już całkiem spójną koncepcję fabuły. Ciągle się waham, czy jedna z bohaterek ma dożyć do końca, ale pewnie wszystko się okaże już podczas pisania.

piątek, 9 lutego 2018

Dalej redakcja

Powoli zbliżam się do połowy Anestezjologa, który na razie powiększył się o jakieś 10% (zważywszy, ile rzeczy wywaliłam, tekstu rzeczywiście dopisanego jest dużo więcej), i powoli zbliżam się do drugiego momentu, w którym planuję Duże Dopiski, przy czym tym razem nie chodzi mi o marne opisy, ale spore rozszerzenie jednego wątku, bo chronologia mi trochę ginie, więc muszę ją reanimować. Właściwie jeśli chodzi o zredagowany tekst, to mało co z niego zostało w porównaniu z pierwszą wersją, może dialogi, a to też nie wszystkie. Ten dopisek, do którego się zbliżam, jest w moich notatkach wyrażony całym "dopisać coś tutaj", więc nie mam pojęcia co robię i będzie to dzika improwizacja. Zapowiada się katastrofa. Chociaż z drugiej strony za jakieś parę k mam na planie "dopisać rozmowę o czymś", co jest jeszcze jaśniejszym i bardziej konkretnym celem.

wtorek, 6 lutego 2018

Opisy, opisy

Miałabym duży problem z wybraniem mojej ulubionej postaci w tym tekście: czy to Olga, Mila czy Irina.

Pokój był porażający. Z prawej strony ścianę w całości stanowiła szklana powierzchnia – niewątpliwie przezroczysta tylko w jedną stronę, żeby nie zakłócać prywatności – i pokazywała ona intensywną zieleń drzew ogrodu, podkreśloną tylko sztucznym, intensywnym światłem, doskonale zastępującym słońce. Po lewej rozpościerało się różowe piekło przedstawiające urocze do obrzydzenia kotki i pieski na tle baśniowego krajobrazu. Puchaty dywan wyglądał, jakby człowiek mógł zapaść się w nim, a potem zostać pochłonięty niczym w absurdalnym podobieństwie lotnych pisaków, dalej z kolei górował masyw potężnego, drewnianego biurka pokrytego barokowymi zdobieniami. Nic jednak nie przygotowywało na wizję osoby, zasiadającej za zabytkowym meblem.
Prezydent Liu uśmiechnęła się promiennie na widok gościa i na powitanie wstała ze swojego królewskiego miejsca. Nikt nie dałby jej ponad sześćdziesięciu lat, a prawdę powiedziawszy jej twarz wyglądała na młodszą niż ta, którą Olga widziała dzisiaj rano w lustrze. Poza tym prezydent miała skośne, ciemne oczy i włosy w kolorze platynowego blondu, które doskonale maskowały każdą nitkę siwizny, jaka mogła się w nich pojawić. Wystarczyło dodać do tego elegancką sukienkę w kolorze intensywnego różu oraz imponujące obcasy – które na pewno pomagały nie utonąć w dywanie – żeby otrzymać dokładny obraz najpotężniejszej osoby w Nowej Azji, a być może i w całej galaktyce, wybieraną w demokratycznych wyborach od bitych pięciu kadencji.

niedziela, 4 lutego 2018

Opisy przyrody

Niofo: No jakoś tam to wyglądało, kogo to obchodzi?
Mózg: PRAFDZIFY PISASZ PISZE OPISY. PISZ TEN OPIS.
Mój mózg jest Ulrichem Bertholdem?

Also, opko o podróży trzech laś nabiera trochę kształtu, miejsce wyruszenia będzie dziewiętnastowiecznym Władowostokiem i mam nawet trochę zdjęć, żeby zrobić jakieś opisy. Mam też mniej więcej fabułę, to znaczy raczej mniej, ale od czegoś trzeba zacząć.

sobota, 3 lutego 2018

Redakcja cd.

Hurra, mam już zredagowane całe 4k. To prawie 1/10 tekstu. Który potem i tak będę musiała zredagować po raz drugi, bo na razie dopisuję rzeczy i wycinam bullshit, a najgorsze jeszcze przede mną. Tymczasem na arenę wchodzi moje słońce, kapitan Mila Nikolajewna Jagudina, głównodowodząca floty Nowej Azji.

Olga przemyślała to rozumowanie i dopasowała do faktów, które do tej pory znała.
– Jeśli wydarzenia były rzeczywiście tak ściśle tajne, i tak bym nie wyjaśniła nikomu, o co chodziło.
– Może. A może Liu zobaczyła, że zamierzasz coś powiedzieć, więc zaaranżowała wymazanie pamięci zanim zdążysz to zrobić. Byłaś w ściśle strzeżonym ośrodku, ja ani nikt z moich ludzi nie miał tam dostępu, więc nie mogłabyś nic powiedzieć, nawet jeśli byś chciała. Przede wszystkim jeśli nie było takiego zagrożenia, po co takie podchody? To dowód, że ostatnio prezydent ufa już tylko Wewnętrznym, a czemu miałaby się tak tajniaczyć, jeśli nie planują razem czegoś wyjątkowo paskudnego?
– W szpitalu przedstawili to jako wypadek. Zmarł anestezjolog, nie mieli ludzi, więc wysłali do zabiegu dzieciaka, który nie miał pojęcia, co robi.
– Może i to był wypadek, ale dlaczego nie mieli ludzi? Gdzie idą pieniądze na służbę zdrowia? Wszyscy na nią płacimy, a tam nadal nie ma za co kupić żarówki. I kto rozdysponowuje te pieniądze? Ministerstwo, czyli prezydent. Jak się nie obrócisz, dupa zawsze z tyłu.
Olga zamknęła oczy i potarła palcami nasadę nosa. Miała naprawdę dość i wcale nie prosiła się, żeby wciągnąć ją w tę dyskusję. Tymczasem deszcz za oknem padał coraz mocniej i w dodatku zacinał akurat na północną ścianę, więc krople tłukły o szybę z samobójczym fanatyzmem, jakby liczyły, że przebiją się na drugą stronę. Oczywiście nigdy by im się to nie udało, ale jednak szpitalne ekrany z kiczowatymi pejzażami wydawały się bardziej uspokajające. Nic dziwnego, że Mila Nikolajewna jest zdenerwowana, jeśli cały czas patrzy na coś takiego.

czwartek, 1 lutego 2018

Redakcja dzień 2.

W ciągu dwóch dni poprawiłam całe trzy strony NaNo. Chyba nie powinnam tego odbierać jako sukces, tym bardziej, że pierwsze trzy strony były w miarę ogarnięte i nie było w nich dużo do poprawiania, a problem zacznie się później, kiedy trzeba będzie powstawiać w różne miejsca te całe opisy. Na razie sukcesywnie zmieniam imiona i nazwiska, przy czym jednak myliłam się, zmieniłam narodowość zdecydowanej większości bohaterów, a nie połowy. W każdym razie główna bohaterka nazywa się teraz Olga Dmitriewna Orłowa (i dla odmiany jest Ruską, jak ja dawno o nich nie pisałam), poza tym powoli przerabiam nazwę planety z Frigg (wtedy jeszcze sugerowanie się mitologią nordycką miało sens) na Chomolungmę (oryginalna nazwa Mount Everest, przy czym nazywanie planet o Ziemskich gór nie jest dla mnie oryginalne, no ale nic innego przecież nie wydawałam), natomiast Dominium Frigg stało się Nową Azją. Przy czym nie mam pojęcia, czemu w ogóle nazywałam ten kraj dominium, bo był raczej czymś pomiędzy imperium a federacją, i krajem postkomunistycznym, który za czasów słusznie minionych uparcie próbował nazywać się republiką. Być może zawczasu nie sprawdziłam, co w ogóle znaczy dominium, a potem nie chciało mi się tego zmieniać, bo i tak połowa moich krajów ma w nazwie "federacja" albo "związek". W każdym razie Nowa Azja to dobra nazwa, a jeśli główna planeta dostaje nazwę po swoim układzie, to już jest mniej przegięte, jak jeśli tak samo nazywa się również kraj.

środa, 31 stycznia 2018

WIP

Człowiek czasami wie, co powinien zrobić, zna wszystkie procedury, ale po prostu mózg odmawia koordynacji z ciałem, stosuje strajk w momencie, który najbardziej wymaga interwencji. Niektórzy twierdzą, że te momenty najbardziej nas określają. Z jakiej materii jesteśmy stworzeni? Co nas motywuje? Co zrobimy w momencie, kiedy wola blokuje się gdzieś w okolicy jelita krętego i zostajemy porzuceni na pastwę pierwotnych zachowań? Tak naprawdę to nigdy nie jest takie proste. Wang Yaling patrzyła tylko na brązową plamę rozlanej kawy, na której powierzchni odbijały się światła szpitalnego korytarza.
– Kurwa mać! – wyrzuciła z siebie ordynatorka, kiedy jednym spojrzeniem objęła scenę. Na miejscu nie było jeszcze ratowników. – Wang, ja się tym zajmę, idź na ten cholerny zabieg, nie mamy sali, żeby go teraz przełożyć.
– Co z anestezjologiem?
– Anestezjolog nie żyje!

Redakcja

Dzisiaj zaczynam redagować swoje NaNo, a piszę to tutaj, żeby nie mieć żadnych późniejszych wymówek i jednak tego nie zrobić. Na redagowanie składało się: zmienienie narodowości połowie bohaterów (= wincyj ruskich), miliard lat na ogarnięcie sposobu nadawania imion w Indiach (mogłabym zrezygnować z hindusów w tekście, ale prawdziwy fojofnik nie cofa się przed żadnym wrogiem), przemianowanie planet i układów, zupełne zmienienie wyglądu Głównej Planety, a na samym końcu rzeczywiste zabranie się za redakcję. Muszę napisać opisy przyrody. Z jednej strony - po co komu opisy przyrody, jeśli ma się opisy traumy i przeżyć wewnętrznych, ale Profesjonalni Pisarze powinni też pisać trochę o tym, jak wygląda świat przedstawiony, nawet jeśli ich to guzik obchodzi.