Pokazywanie postów oznaczonych etykietą redakcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą redakcja. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 sierpnia 2018

Klimat i inne

Jak na razie dzisiejszy dzień był bardzo owocny w sukcesy, głównie dlatego, że nie musiałam zwlekać się rano i jechać do tego parszywego szpitala. W każdym razie wczoraj posiedziałam w mojej bibliotece uniwersyteckiej i zrobiłam trochę researchu, niestety akurat nie na ten temat, który by mi się przydał, ale też dobrze. Dzisiaj udało mi się poprawić Romanowa i jeszcze czeka mnie lekkie poprzycinanie sceny z początku i tekst będzie gotowy do wysłania kolejnym betom.
Poza tym przekonuję się coraz bardziej do kończenia Anestezjologa na tegorocznym NaNo, ale chyba znowu będę trochę majstrować przy opisach. Generalnie z tym tekstem mam problem, bo to ma być z jednej strony space opera, odległa przyszłość, statki kosmiczne i cała reszta, a z drugiej strony taka najparszywsza Rosja z końca caratu/ postkomunizmu - niby upadek złego systemu, ale nikt nie wie, czy nowy jest lepszy, a może te złe rzeczy to pozostałości poprzedniej władzy. Nie do końca jestem w stanie to jakoś ze sobą połączyć, no ale zawsze trzeba sobie stawiać wyzwania. W obecnej wersji trochę za bardzo poszłam w space operę i wszystko jest tam za nowe, za sf. Zaopatrzyłam się w stos zdjęć i będę starała się bardziej wczuć. Poza tym przeczytałam właśnie Białą gwardię Bułhakowa - i generalnie jak tej książce mam sporo do zarzucenia, tak podobała mi się o wiele bardziej niż Mistrz i Małgorzata (mniej elementów komicznych przede wszystkim) i miała naprawdę doskonały klimat, dokładnie taki, jak chciałabym oddać. To co prawda Ukraina pod koniec 1918, ale o coś takiego dokładnie mi chodziło.

piątek, 13 lipca 2018

Piszę

Mam jakieś dwa tygodnie opóźnienia względem planu, ale zaczęłam wreszcie pisać opko o Syberii. Teoretycznie powinnam je skończyć w przyszłym tygodniu, bo w przyszły weekend wyjeżdżam - ale najpierw nie mogłam się za to przez cały dzień zabrać, bo przecież zaczynanie rzeczy jest dla słabych, potem dostałam do przeczytania bardzo dobre opko i nie miałam czasu na jakieś tam pisanie (wady i zalety przyjaźnienia się z samymi pisarzami).
Ale udało mi się zacząć Syberię, chociaż nie napisałam dzisiaj nawet 1k. Zdecydowałam się na narrację pierwszoosobową, bo w dłuższych tekstach praktycznie nigdy tego nie robię, a do opowiadania pasuje, bo skupiam się na głównym wątku. Już mniej więcej wiem, co chcę osiągnąć, chociaż ostatnio chyba miałam za dużo Romanowa i Grzybobrania, bo zapowiada się kolejny tekst bez dialogów, tylko z opisami przeplatanymi sporadycznie akcją. Whatever. W trzecim zdaniu wspominam o wierzbownicy.
Tak sobie myślę, że zredagowalabym Grzybobranie (bo przed redakcją nie czytam własnych tekstów tak sobie, żeby nie zapamiętywać zdań), ale tak właściwie to nie powinnam, bo jeszcze przed NaNo powinnam do końca zredagować Anestezjologa. Poza tym nie wiem nawet, do czego miałabym dążyć w Grzybobraniu, bo nie wiem, co chcę z tym tekstem zrobić. Ofc idealny byłby wydany zbiór opowiadań, ale to jest cel na razie nierealny.

środa, 27 czerwca 2018

Zrobione

Zredagowałam Rubińskiego. Zwanego teraz Romanowem. 8k słów (56k znaków, trochę więcej niż powinno być, ale i tak mniej, niż myślałam).
Końcówka trochę mi się nie podoba, ale nie jestem w stanie jej trzeci raz przepisywać, zresztą w tym tekście ona nigdy nie była porywająca. To znaczy ze zwrotu akcji jestem całkiem zadowolona, tylko no właśnie, mam wrażenie, że w niej jest aż za dużo akcji, jak na raczej kronikarski styl całości. No ale nic z tym nie zrobię. Generalnie tekst mi się całkiem podoba - nie jaram się nim jak Anestezjologiem, Słonecznikami czy tam nad czym teraz pracuję, ale uważam, że jest całkiem porządnie zrobiony. Zresztą opowiadania to dla mnie trochę inna kwestia, bo przy powieściach chodzi mi o bohaterów i do nich się przywiązuję, tymczasem w opowiadaniach chodzi mi raczej o pomysł. Zobaczymy jeszcze, jak się Romanow spodoba redakcji NF.
Natomiast co do opowiadań ogólnie, to Fantazmaty były tak miłe i zorganizowały kolejny konkurs - w ogóle bardzo lubię ich konkursy, wreszcie jakiś ludzki limit znaków (60k, też mało, ale przynajmniej nie jest to 15k). Tytuł brzmi "Pomieścia" i tematem jest zagłada polskiego miasta czy miasteczka, więc uznałam, że może napiszę w tym guście Władzia, którego akcja miała się dziać w Gdańsku w czasach magicznej wojny.
Tymczasem mam już całkiem solidny konspekt Syberii, więc prawdopodobnie to następny projekt, za który się zabiorę, o ile nie strzeli mi coś głupiego do głowy i nie zacznę nagle pisać Słoneczników albo coś w tym stylu. Niby muszę też zredagować Grzybobranie, ale na to poczekam na wieści z pola, bo nie mam pojęcia, co z tym nieformatowym tekstem zrobić.

niedziela, 24 czerwca 2018

NaNo ratuje życie

A nawet jeśli nie życie, to karierę. Pisarską, moją.
Może jestem zbyt optymistyczna, bo to dopiero moje pierwsze NaNo, ale muszę wam powiedzieć, że to był prawdziwy krok milowy w moim pisaniu i żałuję, że nie zrobiłam go wcześniej. Oczywiście to, że podczas NaNo lepiej się pisze i ma się większą motywację to jedno. Nie zakładałam, że na pewno uda mi się napisać te 50k słów, tymczasem zrobiłam to w niecałe dwa tygodnie, więc magia NaNo rzeczywiście zadziałała. Natomiast bardzo obawiałam się potem redakcji - bo wklepać te 50k to jedno, ale żeby one potem jeszcze wyglądały sensownie, to zupełnie inna sprawa. Jestem perfekcjonistką, nie lubię pisać na pałę i zawsze wolałam, żebym potem miała w tekście najmniej sprzątania jak się da. Wychodziłam z założenia, że skoro teraz tak męczę się z redakcją, to co dopiero będzie z tekstem pisanym w tempie NaNo. No i oczywiście raz, że wybitnie spowalniało to moje pisanie (przed 2017 jeden raz zdarzyło mi się napisać dzienną normę w okolicach 4k, tymczasem podczas NaNo pisałam 4k dziennie przez dwa tygodnie...), ale redagowanie to zupełnie inny świat.
Oczywiście narzekam, bo wiadomo, nie chce mi się redagować, ale w porównaniu z moim doświadczeniem i tym, co się spodziewałam? To najprostsza redakcja w moim życiu. Przede wszystkim - nie jestem przywiązana do tak szybko napisanego tekstu, więc nie mam żadnych oporów, żeby kasować całe długie fragmenty, przepisywać je czy przestawiać. Mam tych słów i tak tyle dużo, że kilka tysięcy w tę czy w tamtą nie robi żadnej różnicy. Poza tym te słowa nie narodziły się w udręce po kilka dziennie, tylko lały się niezorganizowanym strumieniem, bardzo często ze świadomością, że są one beznadziejne i wylecą w pierwszej redakcji. Teraz mogę je wywalić, bo mam dalszy tekst, do którego prowadzą, a wtedy były potrzebne, żeby pisać dalej. Wtedy nie myślałam specjalnie przy pisaniu, wiec teraz nie mam żadnych oporów przed zmienianiem praktycznie wszystkiego.
Znam osobiście pisarkę, której pierwszy draft to praktycznie gotowy tekst, ewentualnie z kilkoma literówkami do poprawy. Ba, ta osoba wydaje w tej chwili drugą książkę. Ale zdecydowana większość ludzi nie ma tego magicznego daru i jeśli chce pisać, musi nauczyć się redagować - a z kolei nic tak nie uczy redagowania, jak tekst, którego nie ma się oporów wypatroszyć i przenicować.

sobota, 23 czerwca 2018

Imiona again

Jak wcześniej pisałam, rozmyślałam nad zmienieniem nazwiska Rubińskiego, bo nie wpisuje się trochę w stylistykę - oryginalnie miało być tak, że on ma normalne nazwisko, bo jest z prawdziwej ziemskiej szlachty, a nie imigrantem z innej planety, który żeby brzmieć bardziej ziemsko otworzył stronę "popularnych ziemskich nazwisk". Ale jednak to nie ma sensu, bo jego rodzina to też są takie randomy znikąd i pozycję zdobył dopiero jego ojciec.
Rozważałam więc dać mu na nazwisko Kutuzow, ale jako że miałabym wtedy "marszałka Kutuzowa" w tytule, to by mogło dać mylne wyobrażenie, o czym jest tekst, bo to się kojarzy tylko z jednym Kutuzowem. No ale postanowiłam pójść dalej i Rubiński został przechrzczony na Romanowa. Kojarzy się w oczywisty sposób, ale gdyby chodziło mi o tych Romanowów, napisałabym "car" a nie "marszałek". A więc mam Iana Francoisa Romanowa. Jakby tego było mało, jego ojciec nazywa się Horatio Napoleon Romanow. Nadal się zastanawiam, czy to nie jest już przegięcie, ale z drugiej strony niespecjalnie miałam miejsce, żeby opisać, czemu on jest tak paskudnym człowiekiem, a te imiona... cóż, dają pewne wyobrażenie jaki był z kolei jego ojciec.
No i rozważam zmienienie tytułu z "Życie i śmierć" na "Żywot" - brzmi nawet bardziej biograficznie, poza tym jest krótsze, a jeśli da się coś skrócić, to trzeba to zrobić. Więc aktualny tytuł brzmi "Żywot marszałka Romanowa". Może jeszcze coś zmienię, bo jak widzicie lubię gmerać w tytułach.

piątek, 22 czerwca 2018

Redakcja

Ogarnęłam pierwsze 5 stron i jak na razie udało mi się skrócić tekst do niecałych 10k słów (i 68k znaków, bo tutaj niestety muszę liczyć w znakach - cel jest na 60k). Przyznam, że nie jest tak źle, jak myślałam - mam całe mnóstwo NaNowego lania wody, bo to była już sama końcówka i nabrałam wprawy w takich rzeczach. W zakończeniu będę musiała trochę podopisywać, ale widzę realną możliwość dostosowania tego tekstu do wymogów gazetowych.
Z kolei Grzybobranie ma 80k znaków... i szczerze mówiąc nie wiem, co z tym zrobić. Podoba mi się tamten klimat i niespieszne tempo, więc nie chciałabym nic zmieniać, tym bardziej że wszystko jest szczegółowo zaplanowane i nie mogę po prostu wywalić jakiejś sceny jak w Rubińskim. No cóż, na razie spróbuję zrobić ostateczny konspekt Syberii i może ten tekst wyjdzie mi jakiś bardziej kompaktowy. To znaczy u mnie "zrobić konspekt" zawiera w sobie kilka-kilkanaście godzin researchu na zupełnie nieistotne tematy. Do Syberii robiłam już research, przeczytałam kilkanaście książek o himalaizmie, ale nie ma rady, muszę jeszcze poczytać, jak się przekracza rzekę zimą, bo to kluczowe. Jak znam życie, znowu skończę w środku nocy czytając artykuł na wikipedii na temat lodu amorficznego, ale liczy się droga, a nie cel.

niedziela, 17 czerwca 2018

Redakcja Rubińskiego

Tak, zaszłam już bardzo daleko w redagowaniu tego tekstu. Skopiowałam go na pulpit i otworzyłam plik, najgorsze już za mną. W ogóle nie wiem, czy zauważyliście, ale to będzie jednak Rubiński, a nie Rubinsky, a może w ogóle pomyślę o jakimś innym nazwisku, bo to oryginalne było... welp, pamiątką po jednej rzeczy, która i tak nie ma już znaczenia. Natomiast nie ma sensu w świecie przedstawionym, bo mam tutaj odległą przyszłość i Imperium Sol, którym rządzi banda tradycjonalistów szczycących się, jak to nazywają się w staroziemskim języku. Wiecie, Ian Francois Rubiński, Terry Joanna Davout, Anastazja Newton... (A Terry to ofc od Terra). Again, system nadawania imion nie ma żadnego związku z fabułą, ale jest śmieszny.
Mój problem z tym tekstem jest taki: fabuła jest niechronologiczna i kolejne fragmenty wiążą się na zasadzie skojarzeń, a co gorsza nie miałam nawet czasu tego dokładnie przemyśleć, bo to był ten moment, kiedy podczas NaNo skończyłam pisać Anestezjologa, a zostało mi jeszcze ponad 10k, żeby wygrać i Rubiński to był jedyny tekst, do którego dysponowałam jakimkolwiek planem. Dlatego teraz, zanim w ogóle zabiorę się za redakcję, muszę przejrzeć tekst, zrobić listę scen i zdecydować, które wypieprzyć (jedna już jest pewnikiem), co dopisać, a wszystko poukładać tak, żeby miało sens - nie chronologicznie, bo to nie jest istota rzeczy, ale fabularnie. Na szczęście wiem już, co ma być moim midpoint, co idzie przed, a co po, więc to mi ułatwia życie.

E: Wychodzi na to, że tylko jedna scena wylatuje, a w zakończeniu będę musiała jeszcze coś dopisywać, tymczasem tekst powinien być krótszy o jakieś 2k co najmniej (ma 11,3). Niofie, czy ty możesz do cholery nauczyć się pisać treściwie? To było NaNo, ok, ale w przypadku Grzybobrania nie mam żadnego wytłumaczenia.

niedziela, 25 marca 2018

Krótka systematyzacja

Bo bardzo lubię systematyzować i tworzyć listy wszelkiego rodzaju. Rzeczy które w tej chwili piszę, redaguję albo planuję napisać.

czwartek, 15 lutego 2018

Pierwsza część zakończona

Udało mi się wreszcie skończyć redakcję pierwszej części Anestezjologa. Co prawda "pierwsza część" to trochę określenie na wyrost w przypadku tak krótkiego tekstu, ale idea była taka, że w pierwszej połowie mam narrację z POV tylko Olgi (no i Wang Yaling w niby-prologu), a w drugiej części już pojawia się więcej osób. Część pierwsza wzbogaciła się o 2,8k słów (w sumie 23k), część druga ma niecałe 15k, ale w końcówce bardzo się spieszyłam więc będzie sporo dopisywania, mam już co najmniej dwa fragmenty, które muszę napisać od zera, a sporo istotnych elementów takich jak Pogrzeb albo Ważna Rozmowa jest reprezentowanych przez jakieś dwa marne akapity na krzyż. Tak, nie lubię zakończeń. Głównie dlatego, że nie mam wprawy w pisaniu, flow mi się kończył (jeszcze bym nie wygrała NaNo w niecałe dwa tygodnie i co wtedy? Zawsze lubię mieć trochę czasu w zapasie), poza tym trochę spieszyłam się już do Rubinskyego, który nawiasem mówiąc też ma gówniane zakończenie i będę musiała je mocno przepisywać. W każdym razie sytuacja jest taka, że zupełnie nie spieszy mi się do redagowania części drugiej Anestezjologa (a jeszcze mniej na zabieranie się za Rubnskyego), więc chyba dam sobie trochę na wstrzymanie z redakcją i może wezmę się za to opko o podróży przez Syberię.
A na zakończenie pogadanka Olgi i Rashmi przy herbacie. Olga ma pewien życiowy problem z empatią.
Rashmi opadła na oparcie kanapy, splotła palce na brzuchu, ale po chwili zaraz je rozplotła i położyła rękę na podłokietniku.
– Jest coś ważniejszego. Dużo ważniejszego.
– Co takiego?
– Zdenerwujesz się.
– Ale nie powstrzymało cię to przed zrobieniem tego, więc powiedz o co chodzi i miejmy to już za sobą.

niedziela, 11 lutego 2018

Feminizm

Tymczasem wypączkował mi w tym dopisywanym wątku nowy bohater, starszy mechanik German Iwanowicz Głuchowski. Mam już w Anestezjologu całych czterech facetów: Germana Iwanowicza, drugiego oficera, kapitana Chena Fu i pana Li, szefa tajnej policji. No i martwego anestezjologa, ale nie wiem, czy go liczyć, bo on jest martwy już w pierwszym zdaniu tekstu.
Jeśli kiedykolwiek to wydam, to będę z uporem twierdzić, że piszę literaturę kobiecą. Moimi bohaterkami są głownie kobiety i robią typowe kobiece czynności, takie jak rządzenie galaktyką, dowodzenie armią i strzelanie do ludzi.
(Ale Germana Iwanowicza lubię, zresztą imię zobowiązuje).

sobota, 10 lutego 2018

Typowy dzień we Flocie

Dopisałam już jedną stronę tego nowego wątku. Jak na razie członkowie jednej załogi użyli chemtrailsów, żeby narysować penisa zaraz za oknem ulubionego baru drugiej załogi, więc ci w zemście obsikali samochód oficera pierwszej załogi. Niech ktoś mi zabierze Worda.
Jeśli natomiast chodzi o konspekt opka, to wczoraj spędziłam dwie godziny surfując po Wikipedii (chciałam tylko sprawdzić, co to jest serak, ale potem wciągnęły mnie hasła na temat lodowców) i chyba mam już całkiem spójną koncepcję fabuły. Ciągle się waham, czy jedna z bohaterek ma dożyć do końca, ale pewnie wszystko się okaże już podczas pisania.

piątek, 9 lutego 2018

Dalej redakcja

Powoli zbliżam się do połowy Anestezjologa, który na razie powiększył się o jakieś 10% (zważywszy, ile rzeczy wywaliłam, tekstu rzeczywiście dopisanego jest dużo więcej), i powoli zbliżam się do drugiego momentu, w którym planuję Duże Dopiski, przy czym tym razem nie chodzi mi o marne opisy, ale spore rozszerzenie jednego wątku, bo chronologia mi trochę ginie, więc muszę ją reanimować. Właściwie jeśli chodzi o zredagowany tekst, to mało co z niego zostało w porównaniu z pierwszą wersją, może dialogi, a to też nie wszystkie. Ten dopisek, do którego się zbliżam, jest w moich notatkach wyrażony całym "dopisać coś tutaj", więc nie mam pojęcia co robię i będzie to dzika improwizacja. Zapowiada się katastrofa. Chociaż z drugiej strony za jakieś parę k mam na planie "dopisać rozmowę o czymś", co jest jeszcze jaśniejszym i bardziej konkretnym celem.

niedziela, 4 lutego 2018

Opisy przyrody

Niofo: No jakoś tam to wyglądało, kogo to obchodzi?
Mózg: PRAFDZIFY PISASZ PISZE OPISY. PISZ TEN OPIS.
Mój mózg jest Ulrichem Bertholdem?

Also, opko o podróży trzech laś nabiera trochę kształtu, miejsce wyruszenia będzie dziewiętnastowiecznym Władowostokiem i mam nawet trochę zdjęć, żeby zrobić jakieś opisy. Mam też mniej więcej fabułę, to znaczy raczej mniej, ale od czegoś trzeba zacząć.

sobota, 3 lutego 2018

Redakcja cd.

Hurra, mam już zredagowane całe 4k. To prawie 1/10 tekstu. Który potem i tak będę musiała zredagować po raz drugi, bo na razie dopisuję rzeczy i wycinam bullshit, a najgorsze jeszcze przede mną. Tymczasem na arenę wchodzi moje słońce, kapitan Mila Nikolajewna Jagudina, głównodowodząca floty Nowej Azji.

Olga przemyślała to rozumowanie i dopasowała do faktów, które do tej pory znała.
– Jeśli wydarzenia były rzeczywiście tak ściśle tajne, i tak bym nie wyjaśniła nikomu, o co chodziło.
– Może. A może Liu zobaczyła, że zamierzasz coś powiedzieć, więc zaaranżowała wymazanie pamięci zanim zdążysz to zrobić. Byłaś w ściśle strzeżonym ośrodku, ja ani nikt z moich ludzi nie miał tam dostępu, więc nie mogłabyś nic powiedzieć, nawet jeśli byś chciała. Przede wszystkim jeśli nie było takiego zagrożenia, po co takie podchody? To dowód, że ostatnio prezydent ufa już tylko Wewnętrznym, a czemu miałaby się tak tajniaczyć, jeśli nie planują razem czegoś wyjątkowo paskudnego?
– W szpitalu przedstawili to jako wypadek. Zmarł anestezjolog, nie mieli ludzi, więc wysłali do zabiegu dzieciaka, który nie miał pojęcia, co robi.
– Może i to był wypadek, ale dlaczego nie mieli ludzi? Gdzie idą pieniądze na służbę zdrowia? Wszyscy na nią płacimy, a tam nadal nie ma za co kupić żarówki. I kto rozdysponowuje te pieniądze? Ministerstwo, czyli prezydent. Jak się nie obrócisz, dupa zawsze z tyłu.
Olga zamknęła oczy i potarła palcami nasadę nosa. Miała naprawdę dość i wcale nie prosiła się, żeby wciągnąć ją w tę dyskusję. Tymczasem deszcz za oknem padał coraz mocniej i w dodatku zacinał akurat na północną ścianę, więc krople tłukły o szybę z samobójczym fanatyzmem, jakby liczyły, że przebiją się na drugą stronę. Oczywiście nigdy by im się to nie udało, ale jednak szpitalne ekrany z kiczowatymi pejzażami wydawały się bardziej uspokajające. Nic dziwnego, że Mila Nikolajewna jest zdenerwowana, jeśli cały czas patrzy na coś takiego.

czwartek, 1 lutego 2018

Redakcja dzień 2.

W ciągu dwóch dni poprawiłam całe trzy strony NaNo. Chyba nie powinnam tego odbierać jako sukces, tym bardziej, że pierwsze trzy strony były w miarę ogarnięte i nie było w nich dużo do poprawiania, a problem zacznie się później, kiedy trzeba będzie powstawiać w różne miejsca te całe opisy. Na razie sukcesywnie zmieniam imiona i nazwiska, przy czym jednak myliłam się, zmieniłam narodowość zdecydowanej większości bohaterów, a nie połowy. W każdym razie główna bohaterka nazywa się teraz Olga Dmitriewna Orłowa (i dla odmiany jest Ruską, jak ja dawno o nich nie pisałam), poza tym powoli przerabiam nazwę planety z Frigg (wtedy jeszcze sugerowanie się mitologią nordycką miało sens) na Chomolungmę (oryginalna nazwa Mount Everest, przy czym nazywanie planet o Ziemskich gór nie jest dla mnie oryginalne, no ale nic innego przecież nie wydawałam), natomiast Dominium Frigg stało się Nową Azją. Przy czym nie mam pojęcia, czemu w ogóle nazywałam ten kraj dominium, bo był raczej czymś pomiędzy imperium a federacją, i krajem postkomunistycznym, który za czasów słusznie minionych uparcie próbował nazywać się republiką. Być może zawczasu nie sprawdziłam, co w ogóle znaczy dominium, a potem nie chciało mi się tego zmieniać, bo i tak połowa moich krajów ma w nazwie "federacja" albo "związek". W każdym razie Nowa Azja to dobra nazwa, a jeśli główna planeta dostaje nazwę po swoim układzie, to już jest mniej przegięte, jak jeśli tak samo nazywa się również kraj.

środa, 31 stycznia 2018

Redakcja

Dzisiaj zaczynam redagować swoje NaNo, a piszę to tutaj, żeby nie mieć żadnych późniejszych wymówek i jednak tego nie zrobić. Na redagowanie składało się: zmienienie narodowości połowie bohaterów (= wincyj ruskich), miliard lat na ogarnięcie sposobu nadawania imion w Indiach (mogłabym zrezygnować z hindusów w tekście, ale prawdziwy fojofnik nie cofa się przed żadnym wrogiem), przemianowanie planet i układów, zupełne zmienienie wyglądu Głównej Planety, a na samym końcu rzeczywiste zabranie się za redakcję. Muszę napisać opisy przyrody. Z jednej strony - po co komu opisy przyrody, jeśli ma się opisy traumy i przeżyć wewnętrznych, ale Profesjonalni Pisarze powinni też pisać trochę o tym, jak wygląda świat przedstawiony, nawet jeśli ich to guzik obchodzi.