Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2019

Ogłoszenie parafialne

Nie żeby nepotyzm czy coś, ale zapraszam do przeczytania bardzo fajnego opowiadania "Bohaterowie nie umierają nigdy" w lipcowym numerze Nowej Fantastyki. Skąd wiem, że jest dobre, skoro numer nawet jeszcze nie wyszedł? Ha, możecie się tego tylko domyślać. Poza tym dodatkowa korzyść: ucieszycie biednego studenta, a biednych studentów trzeba wspierać.
(I nie, to nie jest autopromocja, bo siebie nie promowałabym w tak nachalny sposób, ale innych mogę, więc przeczytajcie opowiadanie biednego studenta i dajcie mu szansę na przyszłorocznego Zajdla, będzie śmiesznie).

sobota, 19 stycznia 2019

Nowy ulubiony ficzek

Yep, przyszłam wam opowiedzieć o wspaniałej rzeczy, którą znalazłam do Dragon Age'a. Przyznam, że chodziłam wokół niego przez bardzo długi czas, bo tagi i opis... okej, było jakieś 90% szans, że to będzie toksyczna dawka fetyszyzowania i po pierwszym rozdziale będę chciała to odwidzieć i zapomnieć, że w ogóle to czytałam. Ale cieszę się, że jednak się zdecydowałam, bo temat jest naprawdę dobrze ujęty.

piątek, 4 stycznia 2019

Podsumowanie 2018

Jak zawsze jestem spóźniona na imprezę, but anyway. Przejrzałam moje postanowienia z 2018 i powiem wam, że jest dobrze. To znaczy może byłabym rozczarowana, ale na szczęście na tej samej kartce miałam postanowienia z dwóch poprzednich lat i zaczyna być coraz lepiej.

piątek, 24 sierpnia 2018

Jeszcze raz

Chyba większość czytelników ma takie książki, do których wracało wielokrotnie. Ja jako dziecko doprowadziłam tę technikę do perfekcji, bo w tamtym czasie przerób stronowy miałam ogromny, ale co z tego, jeśli w kółko było to te same książki? Ba, zdarzało mi się skończyć coś czytać, a potem jednym płynnym ruchem wrócić na pierwszą stronę i zacząć od początku. Żeby jeszcze to było coś wartościowego - ale jak zapewne większość dzieci nie rozróżniałam dobrze napisanej rzeczy i czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce - zarówno dobre rzeczy, jak i szajs, chyba jednak z przewagą tego drugiego, bo był łatwiejszy do znalezienia. Do dziś nie mogę przeboleć ile pieniędzy przepuściłam na empik czy matras, kupując takie autorki jak Canavan czy Troisi.
W pewnym momencie zaczęłam jednak bardziej zwracać uwagę na jakość i wtedy wpadłam w pułapkę "uzupełniania braków czytelniczych". Powiedzmy sobie szczerze - ilu ludzi, tyle list "najważniejszych książek, które każdy powinien przeczytać" i nikomu życia by nie starczyło, żeby odhaczyć je wszystkie. Plus moje kryteria dobrej książki nieco odbiegają od ogólnie przyjętych, bo według mnie książka musi najpierw spełnić kryterium braku toksyczności, a więc nie bycia seksistowskim, rasistowskim i homofobicznym bullshitem, co z miejsca eliminuje wielu Ojców Literatury (w tej chwili wyjątkowo nie pozdrawiam Victora Hugo, Milana Kundery i Carlosa Ruiza Zafona). W pewnym momencie czytanie przestało być przyjemnością, a stało się obowiązkiem, bo jak najszybciej musiałam uzupełnić gigantyczne braki, a przecież te książki już wszyscy czytali. Nie miało to zbytniego sensu, bo przy 600 książkach czułam się tak samo niedoedukowana jak przy 200.
Tymczasem są książki, do których ponownego przeczytania zabieram się od lat, ale nie mogę znaleźć na to czasu, bo przecież mogłabym wtedy czytać takie strony, które odznaczyłabym na liście przeczytanych książek i miałabym natychmiastowy wymierny efekt. (Tak, nadal jestem bardzo przywiązana do cyferek i nie ma znaczenia czy to cyferki na Lubimy czytać czy w excelu).

wtorek, 26 czerwca 2018

Naomi Novik

Dzisiaj przeczytałam właśnie ostatni (dziewiąty) tom cyklu o Temerairze. To była druga podróż, zaczęłam czytać te książki zanim jeszcze zainteresowałam się wojnami napoleońskimi, zdążyłam dwa razy się zniechęcić, przestałam wierzyć, że w ogóle wydadzą kiedykolwiek ostatni tom po polsku, ale wreszcie skończyłam.
Od razu powiem, że lubię ten cykl. Nie jest jakoś rewelacyjnie napisany, chociaż nie jest to poziom katastrofy warsztatowej Lackey, nie podoba mi się trochę rzeczy, takie jak dość stereotypowe opisywanie smoków różnych narodowości (szczególnie Rosji i Prus) i duży imperatyw narracyjny (ach to pojawianie się Tharkaya w momentach, kiedy tylko był potrzebny, i znikanie natychmiast, kiedy przestał...). Natomiast przywiązałam się bardzo do bohaterów - Eterna to nie jest, ale mogę powiedzieć, że właściwie wszystkich głównych bohaterów bardzo lubię, może poza Iskierką, chociaż kiedy pojawiła się Ning, doceniłam, że Iskierka przynajmniej ma jakieś wady (na przykład bycie tępą egoistką, ale whatever). Tak, Laurence ma kij w tyłku, ale akurat lubiłam w nim to, że jest takim poprawnym i uprzejmym oficerem marynarki, który bardzo przeżywa niewłaściwie rzeczy - ale koniec końców i tak zrobi to, co jest według niego etyczne, a nie to co powinien. Temeraire jest marysujką, ale again, Ning jest gorsza, poza tym jest też naiwnym idealistą. W ogóle bardzo mi się podoba ogólna charakterystyka smoków w tej serii i mimo że są niewątpliwie stworzeniami myślącymi, autorce udało się nie zrobić z nich ludzi. (Szczególnie podoba mi się ten motyw, że są bardzo dobre w matematyce i potrafią wyliczać swoje zarobki jak najlepszy bankier).
Nie pogardziłabym większą ilością bohaterek, chociaż zdaję sobie sprawę, że to kwestia odmalowania tamtejszych realiów - wśród smoków, których ludzkie normy zachowania nie obowiązywały, smoczyc w fabule jest chyba nawet więcej. Jest wątek Granbyego i Little'a, który tym bardziej cenię, że Grabny jest jednym z moich ulubionych bohaterów - chociaż to było nawet bardziej niż poboczne. Natomiast mam pewien problem. Wszystkie relacje Laurence'a z kobietami są sztywne jak kij i nienaturalne (z Jane jest tylko odrobinę lepiej niż z Edith, mimo że Jane też lubię), natomiast Laurence/Tharkay... dla mnie to było napisane prawie tak, jakby to miał być kanon - szczególnie scena z amnezją i zakończenie sagi. Autorka powiedziała gdzieś, że nie zamierza nic sugerować i niech każdy wybierze ten ship, który mu się podoba, a więc była świadoma, co napisała. No i dla mnie to takie chowanie głowy w piasek - niby napisała romans, ale w sumie tego nie powie wprost, tylko interpretujcie sobie jak chcecie. Gdyby Laurence skończył z Jane, cóż, nie podobałoby mi się, ale przynajmniej sprawa jest jasna. Tutaj mam wrażenie, że autorka chciała mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko, a wiadomo, jak to zwykle wychodzi.
Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie fakt, że przez jakieś dwadzieścia sekund Krwi Tyranów byłam przekonana, że Novik jednak odważy się (jakby to był jakiś wielki powód do odwagi w XXI w.) i jednak napisze to jako romans. Jestem zmęczona tym, że najwyraźniej manie nadzieję na gejowski związek głównego bohatera to zdecydowanie za dużo, żeby ktokolwiek mógł na to liczyć i zostaje tylko zadowolić się niedopowiedzeniami. Ta seria jest fajna, naprawdę polecam do poczytania, ale pewien niesmak pozostaje.

piątek, 15 czerwca 2018

Książki

Dzisiaj byłam prawym Bergerem. To znaczy Germonem. Tak jak Germon nie mógł się powstrzymać przed zjedzeniem ciasta, które na niego patrzy, tak ja nie mogłam się powstrzymać przed kupieniem książek, jeśli są przecenione 25% i zostały tylko cztery sztuki w magazynie. Patrząc na to z drugiej strony: jedyne, co mam w tej chwili w lodówce, to dwa plasterki salami i reszta pigwy w słoiku. Według mądrych badań lekarze są o wiele bardziej podatni na popadanie w nałogi i tak sobie myślę, że chyba już lepiej to niż alkoholizm...
(Ale naprawdę, powinnam ogarnąć kuwetę, to było nieplanowane, w chwili bardzo złego samopoczucia i mogłam była wydać najwyżej połowę z tej kwoty, jezu, mam wrażenie, że się dekompensuję, a jak tak dalej pójdzie, nie będzie mnie stać na wizytę u psychiatry).
Anyway, patrzcie jakie ładne książki.

środa, 6 czerwca 2018

Nano

To bardzo mało konstruktywne, ale chciałabym, żeby już było NaNo. NaNo to naprawdę dobry stuff, polecam każdemu. Planuję napisać notkę dlaczego warto zapisać się na NaNo, ale to nie teraz.
W ogóle możecie spodziewać się w najbliższym czasie przerw w działalności, poza tym długo już nie wrzucałam nowej odsłony listy bbc, ale mam w tej chwili jeszcze z 10 przeczytanych książek, które albo muszę sobie odświeżyć, bo czytałam je dziesięć lat temu, albo zamierzam je omówić razem z innymi książkami, których jeszcze nie zdążyłam przeczytać (Austen), więc to trochę potrwa. Niby chciałam się wziąć za przerabianie listy Sapkowskiego, ale wiecie, tak na nią patrzę i ona jest tak bullshitowa, że nie wiem, czy w ogóle warto marnować na nią słowa.

sobota, 12 maja 2018

Mam cytaty

i nie zawaham się ich użyć.
Był przystojny w jakiś delikatny sposób. W pewnym okresie Don nawet niepokoił się o męskość swojego najmłodszego syna. Niepokój ten został uśmierzony, kiedy Michael Corleone skończył siedemnaście lat.
Była zbyt chuda, za jasnowłosa, twarz miała zbyt bystro inteligentną jak na kobietę, a sposób bycia zbyt swobodny jak na pannę.
Ten człowiek za dobrze żył z czarnymi, co wskazywało na jakąś wadę charakteru.
To nie jest jak z whisky czy hazardem, czy nawet jak z kobietami, których większość ludzi chce, a których im wzbraniają pezzonovanti kościoła i rządu.
Kobiety naprawdę nie znoszą, jak mężczyznom za dobrze się wiedzie. To je irytuje. Sprawia, że są mniej pewne swojego wpływu, wywieranego na mężczyzn przez uczucie, nawyki seksualne czy więzy małżeńskie.
Wiem, że Michael nie może, ale ty nie jesteś Sycylijczykiem, ty możesz powiedzieć prawdę kobiecie, możesz traktować ją jak kogoś równego, jak taką samą ludzką istotę.

piątek, 4 maja 2018

Przepuszczanie hajsu

Czasami człowiek po prostu nie może oprzeć się widokowi książek za pięć złotych.

czwartek, 3 maja 2018

Hetersowy romans

Czytam dalej Fortecę w źrenicy czasu i strasznie mi się nie podoba, co się w tej książce. Generalnie pod względem sensowności Cherryh ma bardzo chwiejny poziom i nawet moim ulubionym Ludziom z gwiazdy Pella zdarza się kilka dość nieprzyjemnych momentów - właściwie jedynymi książkami, którym do tej pory nie mogę nic zarzucić, jest cykl Przybysz, ale przeczytałam tylko dwa pierwsze tomy. W każdym razie w Fortecy z czterech kobiet które istniały w tym świecie, dwie przestały istnieć (tzn nie że zginęły, po prostu zostały zmarginalizowane), z kolei córka regenta i jedna z sióstr barona dostały trochę większą rolę i trochę konkretniejszy charakter. No i mam problem.
1/ Orien przez chwilę zaczęła mi prawie imponować po tym, jak spróbowała brać władzę w swoje ręce i byłabym zachwycona, gdyby okazała się politykiem nie gorszym niż pozostali... ale oczywiście bardzo szybko trzeba było wrócić się do podstawy kreacji tej postaci, czyli że jeśli cokolwiek chce załatwić, to robi to przez łóżko. A idź pani z tym bullshitem. Naprawdę to jest zachowanie 50% reprezentacji kobiet w tej książce?
2/ Ninevrise teoretycznie może zapowiadać się fajnie w tym, że zamierza rządzić swoim krajem i jest co do tego zdeterminowana, ale z samego charakteru jest strasznie mehna. I oczywiście jej główną cechą rozpoznawczą jest to, że jest tak bardzo piękna, rozumiecie, TAK PIĘKNA i ma OCZY.
3/ Lubię Cefwyna, ale on bardzo pracuje na to, żebym jednak przestała i jak coś zasadzi, to aż ręce opadają. Sposób radzenia sobie z Orien? Najwyżej wyda ją za mąż za jakiegoś prymitywa, na którego przejdą jej włości, a jak dobrze pójdzie, to mąż ukręci jej kark i będzie spokój. Ok, ja wiem, że Orien jest knującą intrygantką, która prawdopodobnie maczała palce w spisku, ale taki sposób załatwiania spraw jest ciosem poniżej pasa. Also, jakoś nie widzę, żeby w przypadku innych baronów stwierdzał "najwyżej ożeni się go z jakąś trucicielką i poczeka na efekt". No i oczywiście ten wyjątkowo niesmaczny wątek, kiedy Ninevrise ucieka ze swojego kraju, żeby nie musiała hajtać się z jakimś przychlastem po śmierci ojca i oczywiście co robi Cefwyn, kiedy widzi ją po raz pierwszy? Oświadcza się jej. Oczywiście nie, nie, i tak jej pomoże i pośle wojska, ALE MOŻE JEDNAK ZA MNIE WYJDZIESZ, CO?
4/ W ogóle wątek całego tego zasranego romansu to taka żenada, że aż mnie zęby bolą. Bez problemu wbiłby bingo żenujących i niepotrzebnych hetersowych romansów. Chemii więcej jest już między Cefwynem a Tristenem, dowcipne komentarze były poniżej poziomu i jeśli w taki sposób hetersi wyobrażają sobie flirtowanie, to współczuję im bardzo, no i nie zapominajmy, że bycie nachalnym creepsterem, który całuje bez choćby sugerowanego przyzwolenia nie powinno być w żaden sposób tolerowane. W ogóle cały ten wątek to jedna wielka katastrofa, nawet jak na standardy hetersowych romansów. A dajcie spokój, nie mam na ten bullshit siły. Miałam nadzieję, że Cefwyn i Ninevris, jako władcy suwerennych państw w stanie niemalże wojny pokuszą się trochę o przedyskutowanie polityki, ale nie, jak tylko się widzą odbija im małpi rozum i dyskusja schodzi do poziomi gimbazy. Niby wiedziałam, że to tak się skończy po całym tym subtelnym forshadowingu z portretem, ale chyba miałam jeszcze jakieś minimum zaufania do Cherryh, że nie odwali takiej żenady, bo serio, inne pary w jej książkach były może nie jakieś porażająco sensowne, ale przynajmniej nie toksyczne. A tutaj jakby uznała, że skoro pisze klasyczne fantasy, to musi dostosować się do poziomu kałuży jeśli chodzi o pisanie romansu.

wtorek, 1 maja 2018

Ruskie

Zamiast pisać Grzybobranie myślałam trochę nad Ruskimi elfami i trochę zmieniła mi się koncepcja, bo Stanisława zamiast syna będzie miała córkę. Właściwie nic poza tym faktem się u tej postaci nie zmienia, może tylko tyle, że ją trochę rozwinęłam, bo Rasław był strasznym everymanem i nie myślałam o nim za dużo. Córka ma na imię Jaśmina. Początkowo myślałam nad jakimś standardowym staropolskim imieniem, szczególnie rozważałam Dobrawę albo Dobromiłę, ale uznałam, że odkwiatowe imiona też bardzo mi pasują do tej koncepcji. Róża i Lilia odpadły w przedbiegach, jako że to dwa najoczywistsze imiona, które przyszły mi do głowy, dlatego otworzyłam mój ulubiony słownik kwiatów (bo w tym tekście symbolika kwiatów ma bardzo duże znaczenie, ludzie nawet przesyłają sobie tajemne wiadomości odpowiednio aranżując bukiet) i najbardziej spodobał mi się jaśmin z tłumaczeniem na przywiązanie. (Drugi słownik go tłumaczy jako tajemną miłość, meh, czy wszystko musi się zawsze kręcić wokół romansu? Chociaż z drugiej strony rozważam romans Jaśminy z wnuczką/ spadkobierczynią margrafa Obmoczajewa, więc coś w tym może być).
Generalnie istota mojego problemu polega na tym, że wychowałam się na Tolkienie i przez bardzo długi czas był on moim wzorem i ideałem jeśli chodzi o literaturę. Jasne, lepiej tak niż Meyer czy Zafon, ale jednak o tolkienowskich kobietach już pisałam i nie była to bardzo pochlebna opinia. Przez Tolkiena nauczyłam się pisać o facetach i do dzisiaj mam pewien problem z przestawieniem się i tworzeniem głównych bohaterek - ale przynajmniej o tym wiem i mogę się sama pilnować. Zanim sobie to uświadomiłam, welp, w moich światach nie było kobiet. Potem było trochę lepiej i jakieś się pojawiały, ale od dopiero dwóch czy trzech lat ogarnęłam się na tyle, że to ma jakiś sens.
W pierwotnej (tej sprzed piętnastu lat) wersji Ruskich elfów kobiet... de facto nie było, potem kiedy parę lat temu reaktywowałam ten projekt coś tam naprawiłam i pojawiły się chociażby Stanisława czy Swetlana Fiodorowna, ale nadal było jakoś bez szału. Dopiero teraz robię poważne sprzątanie i ogarniam kuwetę. Niestety, trzech głównych bohaterów (Dimę Aleksiejewicza, Nikolaja Wasylewicza i Mitię Aleksiejewicza) mam już tak mocno utrwalonych w głowie, że takie sztuczki nie zadziałają.
Najgorsze jest to, że w tekstach mi to naprawdę zaczęło przeszkadzać. Chętnie bym się cofnęła do momentu, kiedy tego nie zauważałam, bo o wiele mniej książek by mnie wkurzało, ale tak się nie da. Czytam teraz na przykład Fortecę w źrenicy czasu mojej ulubionej pisarki Cherryh, co do której miałam bardzo duże oczekiwania, bo to ta sama osoba, która napisała moją truloff Signy Mallory. No i generalnie książka jest fajna, są świetni bohaterowie (szczególnie Cefwyn i Idrys), ale w tej książce właściwie nie ma kobiet. Przewijają się bliźniaczki, siostry barona których jedyną cechą jest to, że z każdym sypiają, pojawiła się dwa razy wioskowa baba i co jakiś czas wspominają córkę regenta sąsiedniego kraju. I generalnie książka jest fajna i w ogóle, ale nie mogę się nią cieszyć, bo cały czas czuję, że coś jest nie tak. Czemu Cefwyn nie może mieć młodszej siostry, którą wszyscy bardziej lubią, czemu wielki mag Mauryl nie mógł być wielką czarodziejką, czemu wśród baronów z południa nie może być żadnej zaradnej baby? Takie rzeczy bardzo mi przeszkadzają w czytaniu, szczególnie u autorów, u których spodziewałam się czegoś lepszego. Dość już mam utożsamiania się z białymi hetersowymi facetami tylko dlatego, że nie mam innego wyboru. (To znaczy ok, Idrys jest czarny i chciałabym ekranizację, w której gra go Idris Elba, ale you got my point).

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Odblaski Eterny

Odblaski Eterny Wiery Kamszy to mało znana w Polsce seria (wyszły dwa tomy z jedenastu dostępnych po rosyjsku, kolejne osiem zostało fanowsko przetłumaczonych - przy czym borem a prawdą fanowskie tłumaczenie jest lepsze od profesjonalnego państwa Dębskich, ale załóżmy, że nie będę im teraz tego wypominać). Kiedy mam opisać fabułę, to zazwyczaj odpowiadam, że to coś w stylu Martina, tylko zabierzcie epatowanie przemocą, brutalnością i seksizmem świata. Akcja dzieje się w czymś w rodzaju XVII w, magia występuje, ale raczej w pewnych przesądach i dziwnych wydarzeniach, w które większość ludzi nie wierzy.

piątek, 27 kwietnia 2018

Your fav is problematic

W 2016 zapoznałam się z książkami Mercedes Lackey, a konkretniej z trylogią Ostatniego Maga Heroldów i było to dla mnie wydarzenie w pewien sposób przełomowe.

sobota, 14 kwietnia 2018

Lista bbc, część 5.

Dzisiaj będzie o jednej książce, która zasłużyła na cały własny wpis, bo... no, sami zobaczycie.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Lista bbc, część 4.

W dzisiejszym odcinku narzekanie na książki powszechnie uważane za dobre.

poniedziałek, 26 marca 2018

Lista bbc część 3.

W tej odsłonie obgadywania bbc za plecami: książki które lubię i książki, które wydawało mi się, że lubię.

sobota, 17 marca 2018

Lista bbc część 2.

Ciąg dalszy komentowania listy bbc, tym razem mam trochę książek dla młodszych czytelników, a trochę czego innego.

środa, 14 marca 2018

JRRT

Kiedyś byłam fanką Tolkiena, szczególnie Silma i Pierwszej Ery. Teraz mi przeszło i tak jak nadal doceniam sporo rzeczy, które zrobił, szczególnie z niesamowitymi szczegółami wykreowany świat przedstawiony, tak mam mu za złe zapoczątkowanie pewnych trendów w literaturze fantasy, które może nie są stricte jego winą, bo "tak się wtedy pisało" (szczególnie kiedy się było dobrze sytuowanym białym anglikiem), ale jednak gdyby chociaż jedną piątą tego czasu, który spędził na kreacji Śródziemia, poświęcił na przemyślenie statusu kobiet w swoim świecie, to jego książki dużo by zyskały.
Jedna rzecz, którą chcę zaznaczyć, to że stworzył kilka naprawdę fajnych, pełnowymiarowych i silnych postaci kobiecych: żeby wymienić tylko Galadriel, Luthien, Eowyn czy Aredhel. Naprawdę lubię te panie, są dobrze napisane i nie ustępują wcale facetom. Ale wiecie, pokazywanie, że są pewne wyjątkowe kobiety, które potrafią sprostać "wysokim standardom" narzuconym przez mężczyzn, to też pewien sposób dyskryminacji. Sugeruje, że gdyby kobiety naprawdę były ciekawe, to autor by o nich napisał, w końcu napisał o xyz, ale najwyraźniej poza tą wyjątkową garstką, żadna inna się nie wybiła. Tolkien przez cały czas skupia się na dokonaniach i wynikach pracy mężczyzn - cała Drużyna Pierścienia składa się z facetów, właściwie jedynymi kobietami, które mają jakiś wpływ na świat to Galadriel i Eowyn, ale one są raczej postaciami drugoplanowymi, wręcz epizodycznymi. W Hobbicie kobiety nie istnieją. W Silmarillionie jest mowa o synach Finwego, synach Curufinwego, synach, ojcach, braciach i kuzynach. Jedyną bohaterką wokół której rzeczywiście przez dłuższy czas kręci się intryga, jest Luthien (skądinąd jedna z najsilniejszych bohaterek w fantasy), a i tu pojawiła się głownie dlatego że JRRT pisał historię miłosną.
Tolkien nie zauważał w swoich pracach kobiet, były pewnym dodatkiem, całkiem ładnym i cenionym, ale jednak nie czymś, na czym należało się skupiać. Co więcej, wychował całe pokolenia pisarzy i czytelników, którzy posiłkując się tym obrazem świata, wytaczają argument "przecież w średniowieczu tak było". Nie w średniowieczu. W XIX-XX wiecznych kanonach fantastyki, w których biali faceci z Wielkiej Brytanii, nawet lubiąc i szanując kobiety, nie uważali za interesujące pisać o nich czy z ich udziałem powieści.
Mogę nie lubić Martina z różnych względów (z epatowaniem przemocą i gwałtami na pierwszym miejscu), ale doceniam to, że idzie na przekór trendowi, pisząc historię o kobietach w równym stopniu co o mężczyznach. I jest oczywiście oskarżany o brak realizmu.

sobota, 10 marca 2018

Lista bbc część 1.

Bardzo lubię listy czytelnicze, a więc często przeglądam internet za różnymi ciekawymi przykładami. Od jakiegoś czasu pracuję nad jedną z najpopularniejszych, mianowicie listą bbc, w której jestem w jakiejś 1/3, więc uznałam, że będę się dzielić krótkimi opiniami na temat książek, które znajdują się na niej i na innych listach, za które się w przyszłości zabiorę.
Ze spraw organizacyjnych: posługuję się polską wersją listy, która różni się trochę od listy angielskiej, ale szczerze mówiąc nie chciało mi się analizować dokładnie wszystkich stu pozycji, żeby zobaczyć, gdzie są zmiany (a ze zrozumiałych powodów wolę się posługiwać polskimi tytułami). W pierwszej części chcę skupić się na fantastyce, którą koledzy z bbc uznali za tak godną polecenia.

poniedziałek, 5 lutego 2018

O paleniu i czytaniu książek

Miałam okazję przeczytać wreszcie 451 stopni Fahrenheita Raya Bradburyego i mam co do tej książki mieszane uczucia. Oczywiście uznaję całkowicie przekaz jego dystopicznej rzeczywistości, w której ludzkość z własnej woli ogranicza swój potencjał intelektualny - to zostało już wielokrotnie omówione i chyba każdy się zgodzi, że nie ma sensu się ogłupiać. Bardzo mnie też bawi fakt, że książka o zakazywaniu książek została w niektórych miejscach zakazana - taka niezamierzona ironia.
Ale niestety wyjątkowo nie podoba mi się przekaz, że właściwie tylko książki są wartościowym medium i tak właściwie książka = wartościowe medium. To jest czystej wody snobizm i wyjątkowo drażni mnie ten motyw w literaturze, bo to pójście po linii najmniejszego oporu - osoba, która czyta tę książkę, najprawdopodobniej czyta dużo książek, więc na pewno się ucieszy, gdyby mu powiedzieć, jak fajni są ludzie czytający książki. Swego czasu przy czytaniu Miasta śniących książek ta narracja była dla mnie absolutnie niestrawna, u Bradburyego razi trochę mniej, bo w pewnym momencie nawet profesor Faber próbuje protestować, że nie chodzi o kult książki sensu stricte, ale o wartości, jakie te książki niosą - jednak mimo wszystko wydźwięk, że książki są dobre i wartościowe, a telewizja zła i bezsensowna wyjątkowo mnie denerwuje. To wszystko zależy, co danym medium jest przekazywane. Serial Doctor Who jest dla mnie miliard razy bardziej wartościowy, niż całe mnóstwo powieści, które czytałam, z kolei Wstęp do psychoanalizy, mimo że to książka i w dodatku naukowa, to brednie jakich mało.
Last but not least, obejrzenie co jakiś czas czegoś odmóżdżającego jest dobre dla samopoczucia i pomiędzy swoimi Poważnymi Studiami na temat Kanta, Platona i Konfucjusza warto przeczytać albo obejrzeć coś z kultury popularnej, naprawdę, nie dajmy się zwariować.
Moje wydanie zaopatrzone było jeszcze w dość burackie posłowie autorstwa Marka Oramusa, nie polecam.