Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W zielone doliny zejdziemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W zielone doliny zejdziemy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 sierpnia 2018

Plany kolejnej katastrofy

No cóż, jak dotąd wszystkie moje plany poległy śmiercią haniebną i tchórzliwą, dezerterując z pola walki zanim jeszcze nawiązała się prawdziwa bitwa, dlatego opracuję sobie kolejny plan, który będę mogła zawalić.
1/ To 1k, które napisałam z opka do Syberii idzie do kosza, bo muszę jeszcze tekst przemyśleć w kontekście narratorki. To kolejna pierwszoosobówka, więc przydałoby się poćwiczyć pisanie wyrazistych POV-ów, a jak na razie Freema była dosyć przeźroczysta. Ale to na razie odkładam.
2/ Skupiam się natomiast na opku o Władziu, bo deadline Pomieści wciąż się zbliża, a ja może i mam koncepcję na tekst, ale konspekt się sam nie napisze. A musi być dobry, bo pomysł jest duży, a miejsce ograniczone.
3/ Chyba postaram się na NaNo skończyć tego Anestezjologa, ale do tego musiałabym zredagować drugą połowę (de facto drugą ćwierć, noale), a przede wszystkim wymyślić, co w ogóle tam się ma dziać. Niby sierpień sierpniem, ale przydałoby się już przeznaczyć na to trochę wysiłku umysłowego.
4/ Gdybym skończyła (tym razem na prawdę) Anestezjologa przed końcem NaNo - co jest możliwe, bo pierwsze pół ma 40k - to wtedy spróbowałabym się jeszcze raz z Syberią, bo mam do tego konspekt i research, więc mało byłoby zachodu przed pisaniem.

piątek, 13 lipca 2018

Piszę

Mam jakieś dwa tygodnie opóźnienia względem planu, ale zaczęłam wreszcie pisać opko o Syberii. Teoretycznie powinnam je skończyć w przyszłym tygodniu, bo w przyszły weekend wyjeżdżam - ale najpierw nie mogłam się za to przez cały dzień zabrać, bo przecież zaczynanie rzeczy jest dla słabych, potem dostałam do przeczytania bardzo dobre opko i nie miałam czasu na jakieś tam pisanie (wady i zalety przyjaźnienia się z samymi pisarzami).
Ale udało mi się zacząć Syberię, chociaż nie napisałam dzisiaj nawet 1k. Zdecydowałam się na narrację pierwszoosobową, bo w dłuższych tekstach praktycznie nigdy tego nie robię, a do opowiadania pasuje, bo skupiam się na głównym wątku. Już mniej więcej wiem, co chcę osiągnąć, chociaż ostatnio chyba miałam za dużo Romanowa i Grzybobrania, bo zapowiada się kolejny tekst bez dialogów, tylko z opisami przeplatanymi sporadycznie akcją. Whatever. W trzecim zdaniu wspominam o wierzbownicy.
Tak sobie myślę, że zredagowalabym Grzybobranie (bo przed redakcją nie czytam własnych tekstów tak sobie, żeby nie zapamiętywać zdań), ale tak właściwie to nie powinnam, bo jeszcze przed NaNo powinnam do końca zredagować Anestezjologa. Poza tym nie wiem nawet, do czego miałabym dążyć w Grzybobraniu, bo nie wiem, co chcę z tym tekstem zrobić. Ofc idealny byłby wydany zbiór opowiadań, ale to jest cel na razie nierealny.

piątek, 22 czerwca 2018

Redakcja

Ogarnęłam pierwsze 5 stron i jak na razie udało mi się skrócić tekst do niecałych 10k słów (i 68k znaków, bo tutaj niestety muszę liczyć w znakach - cel jest na 60k). Przyznam, że nie jest tak źle, jak myślałam - mam całe mnóstwo NaNowego lania wody, bo to była już sama końcówka i nabrałam wprawy w takich rzeczach. W zakończeniu będę musiała trochę podopisywać, ale widzę realną możliwość dostosowania tego tekstu do wymogów gazetowych.
Z kolei Grzybobranie ma 80k znaków... i szczerze mówiąc nie wiem, co z tym zrobić. Podoba mi się tamten klimat i niespieszne tempo, więc nie chciałabym nic zmieniać, tym bardziej że wszystko jest szczegółowo zaplanowane i nie mogę po prostu wywalić jakiejś sceny jak w Rubińskim. No cóż, na razie spróbuję zrobić ostateczny konspekt Syberii i może ten tekst wyjdzie mi jakiś bardziej kompaktowy. To znaczy u mnie "zrobić konspekt" zawiera w sobie kilka-kilkanaście godzin researchu na zupełnie nieistotne tematy. Do Syberii robiłam już research, przeczytałam kilkanaście książek o himalaizmie, ale nie ma rady, muszę jeszcze poczytać, jak się przekracza rzekę zimą, bo to kluczowe. Jak znam życie, znowu skończę w środku nocy czytając artykuł na wikipedii na temat lodu amorficznego, ale liczy się droga, a nie cel.

niedziela, 18 lutego 2018

Opko o Syberii

Konspekt opka został poddany wnikliwej dyskusji i w sumie to nie ma sensu, za dużo tam dziur fabularnych, które musiałabym łatać, przerabiając wszystko inne, więc meh. Poza tym kiedy pisałam to zgodnie z moim schematem struktury powieści to tego nie zauważyłam, ale ten tekst literalnie nie ma żadnego momentu kulminacyjnego, zwrotu akcji ani niczego takiego, co jest esencją opowiadania. Like, moje bohaterki idą, idą, idą, dochodzą na miejsce, koniec. Rzycie jest ciężkie, chyba wrócę do redagowania Anestezjologa (ale nie myśląc o tym za bardzo, bo jeśli w tym też znajdę jakąś krytyczną dziurę fabularną, to chyba padnę).
Pozytywna strona tego wszystkiego jest taka, że długość tekstów, które piszę (tj ok 40k słów) zupełnie nie nadaje się ani na debiut jako opowiadanie nadesłane gazecie, ani jako powieść nadesłana wydawnictwu, a więc nie nadaje się na debiut w ogóle, a skoro nie piszę kończę niczego innego, nie jestem w stanie debiutować, co właściwie rozwiązuje wszystkie moje problemy. Przynajmniej dopóki nie napiszę wreszcie Rudego opka albo Ruskich Elfów, ale to się nie stanie przez przynajmniej najbliższe dziesięć lat, co chyba przyjmuję z pewną ulgą (już samo pisanie jest ciężkie, a co dopiero wysyłanie do wydawnictw).

sobota, 3 lutego 2018

Konspekt

Piszę konspekt opka. Już od jakiegoś czasu, ale jak na razie udało mi się ustalić całe trzy imiona głównych bohaterek (nauczona doświadczeniem trzymam się z daleka od Indii, to nie na moje nerwy). Już od długiego czasu myślałam o tym opku, kiedy dopiero przymierzałam się do pisania z perspektywy głównej bohaterki, ale teraz mam wreszcie motywację, żeby zrobić konspekt, tzn. na spotkanie klubu pisarskiego przygotowujemy plany opowiadań. Idzie mi świetnie. Na razie zrobiłam najprostszą i najoczywistszą część planowania, które jest najprostszą i najoczywistszą częścią pisania, które samo w sobie jest tylko lekką rozgrzewką przed redagowaniem. 0,004/10, jeśli miałabym to oceniać liczbowo.
Wracając go głównych bohaterek, to mam Freemę King, która jest przedstawicielką kompanii handlowej i chce się przedrzeć na Ostatnie Zadupie, żeby zaproponować traktaty handlowe i może nawet puszczenie do miasta kolei żelaznej. Poza tym jest jeszcze Warwara Igoriewna Wołkońska (jakby ktoś czekał, aż pojawią się Ruscy), dowódca ekspedycji karnej i wyrzucona z domu była arystokratka. Ich przewodniczką do Ostatniego Zadupia jest Khünbish, szamanka z jednego z miejscowych plemion. Wspólnie i z bandą żołnierzy z karnej ekspedycji podróżują przez Mongolio-Syberię, pada śnieg, napadają ich bandyci i takie tam. Jestem zdecydowana zrobić z tego opowiadanie, maksymalnie na 20k, a nie epicką, dziewięciotomową sagę, którą skończę w przybliżeniu w roku 5528. Zapowiada się dużo opisów przyrody.