Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzybobranie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzybobranie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Śmierć

moich ficzków.
Oczywiście, że postanowiły zdechnąć jak tylko nadeszły święta i teoretycznie miałabym miliard czasu na pisanie. Napisałam 8,5k ficzka, w którym gnębię Andersa i Anders się tam tak naprawdę jeszcze nie pojawił... Od 8,5k jestem na pustyni. I na pustyni dialogowej, bo to POV Fenrisa i oczywiście że on się do nikogo nie odzywa, bo przecież po co miałby, skoro w pobliżu nie ma Hawke. Tzn okej, jego narracja jest zabawna (tzn wiecie, w mojej definicji zabawności) ale trochę się wkopałam z planowaną długością tego tekstu, bo nawet nie zaczęłam moich słońc gnębić porządnie. Meh. Dajcie mi już październik, potrzebuję nasztachać się ciężką amunicją.
Also, zaczęłam redagować Grzybobranie i z jednej strony nie jest tak źle, jak się spodziewałam, ale z drugiej nie wiem, czy rzeczywiście chcę to gdziekolwiek wysyłać, bo nawet na moje standardy mam wrażenie, że trochę pojechałam po bandzie. Tzn nie jeśli chodzi o paskudztwa i las pożerający ludzi, to nadal jest super, ale w kwestii character arcu głównego bohatera.
Może pójdę po raz czwarty przechodzić Dragon Age'a? A jak skończę, to wszystkie dylematy same się rozwiążą w międzyczasie?

wtorek, 4 września 2018

Skala przegrywu

Jestem pewna, że znacie tego mema aż do urzygu, ale postanowiłam zrobić własną wersję z bohaterami z moich opek. Mam tu: Rude, Ruskie elfy, Anestezjologa, Słoneczniki, Czarnoksiężniczkę, Władzia, Podróże w czasie i Grzybobranie. W przypadku Reptiliady i tamtego postapo z wierzbownicą jeszcze nie do końca rozkminiłam bohaterów, a Romanow jest w ogóle poza takimi rozważaniami.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Trzymajcie mnie

bo zrobię coś głupiego.
Nie skończyłam jeszcze pisać Władzia (jestem za połową), a już mam w głowie koncepcję na wspaniałą, majestatyczną kontynuację z fabułą, której nigdy wcześniej nie wypróbowywałam. I jest jeszcze gorzej, bo do Grzybobrania - które w dodatku mam już napisane - też mi się roi kontynuacja. Oczywiście oba te teksty są całościami same w sobie i stanowią zamknięte historie, a nie jak to niektórzy opowiadaniopisarze mają w zwyczaju są pierwszymi rozdziałami powieści - ale moment, w którym zostawiam bohaterów, otwiera przede mną tak wielkie możliwości...
Jeśli chodzi o Grzybobranie, to ewentualną kontynuację ciągnęłabym z perspektywy Filipa, co byłoby dość dużym wyzwaniem, bo z takim bohaterem nie miałam jeszcze do czynienia. Przede wszystkim on jest bardzo pozytywnie nastawiony do świata, wręcz chorobliwie naiwny, a w dodatku niekoniecznie bardzo inteligentny, to znaczy raczej reaguje, niż analizuje. Ale jednocześnie nie jest dzieckiem - doskonale wie, co robi i jest w tym dobry i ma autorytet. Wyczuwam jego charakter raczej instynktownie i nie potrafię go wyrazić konkretnymi słowami, ale próby uchwycenia go w narracji na pewno byłyby pewnym wyzwaniem pisarskim. Chciałabym po prostu rozgryźć tego bohatera i zrozumieć, jak on działa, żeby móc potem takich pisać w innych rzeczach.
No i Władzio - to jest trochę inna sytuacja. Jest sobie taka autorka hollycomb, znana z licznych PWP Kyluxowych, a także takiego dzieła literatury fanficznej, jakim jest Children, Wake Up. Otóż tak - ja się spotkałam z fandomem i przeczytałam ten tekst jeszcze zanim w ogóle obejrzałam siódme SW. Powiem więcej, jak w końcu obejrzałam, to Ren mnie głównie wkurzał, a Hux to kartonowa atrapa z namalowaną swastyką, natomiast moimi ulubionymi postaciami były Rey i Leia. Ale teksty hollycomb nie mają specjalnie dużo wspólnego z kanonem i naprawdę podoba mi się charakteryzacja jej bohaterów i ich wzajemna dynamika. Children, Wake Up zrobiło na mnie ogromne wrażenie i nie jestem w stanie do końca powiedzieć dlaczego. I tu właśnie przychodzi Władzio, bo wyprowadzam ten tekst do takiego stanu, że naprawdę mogłabym zaryzykować i spróbować rozgryźć, co w tym fanfiku tak bardzo do mnie trafiło. (W ogóle śmieszne, że Władzio zaczynał jako pseudofanfik do Rowling...).

czwartek, 3 maja 2018

i did it

Skończyłam Grzybobranie. 12,5k. Najwyższa na to pora i mam nadzieję nie widzieć już tego tekstu na oczy przez bardzo długi czas. Nie jestem zadowolona z zakończenia, ale to coś, o czym pomyślę kiedy indziej.

środa, 2 maja 2018

Fail

Miałam taką koncepcję, że skoro Rubinsky jest trochę za długi do gazety, to może chociaż uda mi się wysłać Grzybobranie, ale ono już w tej chwili, niedokończone, jest dłuższe od Rubinsky'ego. Ja po prostu nie umiem pisać krótszych tekstów. Fakt, niby mogłabym wywalić całe akapity na temat przedzierania się przez las, ale wiecie, to właśnie o tym jest ten tekst. To jakby z Władcy wycinać fragmenty o podróży do Mordoru, bo przecież ile oni mogą iść przez to Śródziemie. Nie wiem, może podczas redakcji trochę tekstu poleci, ale jak na razie z redakcjami mam odwrotne doświadczenia i taki Anestezjolog powiększył się o 10%. Może po prostu zachowam te opowiadania i jeśli już uda mi się opublikować coś normalnego, to wydawca będzie bardziej chętny zainwestować w zbiór opowiadań, bo wtedy one by mogły być trochę dłuższe niż przy gazetowym formacie.
Also, Piotrek osiągnął apogeum bycia ściekiem w rynsztoku, teraz będzie już tylko lepiej. To najbardziej znienawidzony przeze mnie bohater, jakiego napisałam, a pisałam już osobnika, który wysadził sześć zaludnionych planet i nie odczuł z tego powodu ani grama wyrzutów sumienia, tak więc konkurencja była duża. (To znaczy ciężko mi nienawidzić Rubinsky'ego, mimo że jego postępowanie było jednoznacznie złe, ale w gruncie rzeczy miał swoją rację. Oczywiście rozumowanie z gruntu "lepiej kilka milionów z mojej ręki teraz, niż kilka miliardów podczas wojny później" jest dość paskudne i odczłowieczające, ale i tak stoi u mnie zdecydowanie wyżej od "mógłbym im pomóc, kosztowałoby mnie to dokładnie 0,00, ale tego nie zrobię, bo przecież czemu miałbym").

niedziela, 29 kwietnia 2018

Mój problem

z Grzybobraniem jest taki, że tam po prostu nie ma dialogu. To znaczy czasami jacyś bohaterowie coś mówią, ale praktycznie nie ma tam rozmów. Wszyscy (słusznie) mają Piotrka za ścierwo i nie chcą się z nim zadawać, a jedyna osoba, której odpowiada jego towarzystwo, nie może mówić. To zupełnie nie było planowane, ale wyszedł mi gigantyczny trening opisów, w którym mam obszerne paragrafy o tym, co się dzieje, jak wszystko wygląda i co narrator o tym myśli, poprzedzielane sporadyczną, krótką wypowiedzią. To nie jest sposób w jaki zazwyczaj piszę i trochę mi brakuje rozmów, ale przynajmniej sobie poćwiczę opisywanie. To jednak był dobry pomysł, jeśli oczywiście uda mi się skończyć ten tekst.

piątek, 20 kwietnia 2018

Jak krew z nosa

Generalnie to pisanie nie idzie mi bardzo. Od niedzieli napisałam trochę ponad 4k, co zdecydowanie nie jest tempem nanowym (podczas nano więcej pisałam w jeden dzień, wiec jest słabo). Nie wiem, nie jestem w stanie się na tym skupić, mimo że świat przedstawiony mi się podoba i mam bardzo dobrze rozpisany konspekt. Może w weekend uda mi się to trochę pociągnąć, bo aż żal, jak się patrzy na takie tempo.
Natomiast jak już wspomniałam, świat przedstawiony bardzo mi przypadł do gustu i zastanawiam się, czy coś jeszcze w nim nie napisać, jak już pozbędę się Piotrka jako narratora. Bo generalnie cała fabuła Grzybobrania opiera się na tym, że to właśnie on jest narratorem, w dodatku pierwszoosobowym, ale to taki typ człowieka, że utopiłabym go w łyżce z wodą, więc rozumiecie.
Alternatywną wersją jest to, że pogmeram trochę w Rudym. Ten świat przedstawiony to takie generic fantasy i nigdy mi się to nie podobało, ale ten tekst nie nadawał się ani na współczesność/ przyszłość, ani na XVIIw, a w żadnych innych dekoracjach nie piszę. No to teraz wpadło mi do głowy, że mogłabym zrobić z tego takie magiczne postapo, tzn to będzie to niby średniowiecze, ale po gigantycznej magicznej wojnie, która spustoszyła dwa kontynenty i zniszczyła kilka cywilizacji. Jestem absolutnie pewna, że ktoś już coś takiego przede mną pisał, ale sama nie trafiłam na taką książkę, więc trochę mi zajęło wpadnięcie na taki pomysł. (Gdyby ktoś miał coś do polecenia w tym guście, to chętnie przygarnę). W każdym razie mechanika magii bardzo mi się w to wpasowuje, poza tym wyjaśnia, czemu w quasi-Rosji panuje takie multi-culti (poza oczywistością w postaci położenia geograficznego, ale obawiałam się, że to może nie wystarczyć). Niestety plague doctor będzie facetem, bo inaczej mi to nie działa w fabule, ale przynajmniej jest Kozakiem (w sensie prawdziwym Kozakiem, nie że kozakiem, bo kozakami są Rude).

niedziela, 15 kwietnia 2018

Kryptoreklama

Zaczynam pisać Grzybobranie i mówię o tym tutaj, żebym jednak nie zmieniła zdania w ostatniej chwili. Niby miałam się zabrać za to latem, ale whatever, to nie powinno zająć więcej niż jakieś 10k słów, a jeśli dłużej nie będę nic robić w kwestii pisania, to zupełnie zapomnę, jak to się robi.
Przy tworzeniu konspektu korzystałam z porad na stronie Katie Weiland, które wszystkim polecam, bo są bardzo fajne i jest ich dużo, co oznacza dużo czasu spędzonego na ich czytaniu, a czytanie o pisaniu to prawie jak pisanie, więc jej strona oznacza dużo pisania.

środa, 11 kwietnia 2018

Grzybobranie cd

Dalej dłubię w tym tekście i mam już całkiem solidną koncepcję na początek, ale nie do końca wiem, co będzie działo się potem. Może jednak czas zabrać się za ten konspekt. W każdym razie długo się zastanawiałam, czy chce pisać w pierwszej czy trzeciej osobie - zazwyczaj piszę w trzeciej, poza tym chciałam mieć dwie narracje, ale potem doszłam do wniosku, że jak już piszę horror, to chyba lepiej wyjdzie pierwszoosobowa, z perspektywy Piotrka. Co prawda wtedy końcówka wyjdzie mocno halunkowa, noale trudno. Generalnie mam wrażenie że opracowałam zbyt szczegółowo świat przedstawiony i o połowie rzeczy Piotrek nawet nie będzie miał pojęcia. Na przykład mam ogarnięte top 10 Leśniczych, tymczasem w tekście właściwym pojawią się max trzy osoby, a i nie wiem, czy Renatę gdzieś tam w ogóle zmieszczę. Chociaż chciałabym, Renata/Zoja to mój główny ship w tym tekście i nawet nie jest toksyczny (w przeciwieństwie do shipów, które zazwyczaj piszę).
Jeszcze co do rankingów, to to była pozostałość z pierwotnej wersji tego projektu, kiedy wszystko miało być bardziej w stylu Claymore, i teraz nie wiem, czy bawienie się w rankingi rzeczywiście pasuje do tego uniwersum. No ale z drugiej strony może tylko ci najlepsi, zapuszczający się do głębokiego lasu dorabiają się numerka. Mam koncepcję, że noszą nieśmiertelniki ze swoim numerkiem i to jest kwestia hodoru.
Dalej, co do Filipa, to podczas swoich poprzednich przygód w lesie był ranny/ nałykał się jakichś żrących wyziewów i stracił głos. Mam wrażenie, że ostatnio go trochę damseluję, ale trochę zmieniła mi się koncepcją na tę postać. W ogóle to ciekawe, że od pierwotnego konceptu bohaterowi mogą zmienić się imię, wygląd, charakter i cel fabularny, a ja i tak wiem, że to jest ten sam bohater, którego wymyśliłam kiedyś dawno temu. Filip swego czasu był zupełnie kimś innym, ale wiem, że to ciągle ta sama postać, dziwne to.
Mam też więcej wieści na temat doktor Iwony: ona tak naprawdę nie żyje od cholera wie jak długiego czasu, została pochłonięta przez las i nikt nie wie, dlaczego wraca i pomaga ludziom w lesie. Nikt też nie widział jej twarzy, bo nosi zniszczoną maskę przeciwgazową. Taka współczesna plague doctor.

sobota, 7 kwietnia 2018

Pisanie bez planu

Mam głębokie postanowienie, żeby nie pisać niczego bez planu - począwszy od tamtego czasu, kiedy zaczęłam pisać bez planu, a potem skończyłam z chaotycznym i kompletnie nieredagowalnym bullshitem na 120k. No więc mam teraz bardzo dużą ochotę machnąć na wszystko ręką i zacząć pisać Grzybobranie bez planu, mimo że wiem, jak źle to się skończy.
Właśnie, Grzybobranie to w sumie fajny tytuł, a i tak myślę w ten sposób o tym tekście, więc czemu nie. To dobrze i szybko podsumowuje treść.
W każdym razie rozwinęłam trochę Leśniczych, a dokładniej - skoro Filip na numer 3 w rankingu, to wypadałoby wymyślić jeszcze przynajmniej numery 1 i 2, przedstawiam więc Zoję Iwanownę (nikt się nie spodziewał Ruskiej!) i Renatę. Zoja jest w sumie trochę w stylu Olgi z Anestezjologa, to znaczy lodowa bryła bez uczuć i empatii, a jedynie z celem do wykonania. Borem a prawdą jest ona jedyną stabilną psychicznie osobą w tym tekście, a las nie zdołał jej pochłonąć z grubsza dlatego, że ma taką silną wolę i nic jej nie rusza. Z kolei numer 2, Renata, jest równie szurnięta jak Filip, tylko w inny sposób, mianowicie biega po lesie ze strzelbą i celowo tropi różne paskudztwa, zamiast uciekać przed nimi w podskokach, jak to robi każdy inny Leśniczy. Bardzo lubi też ogień, a jako że las i tak się doskonale broni przed pożarem, nie ma oporów przed rzucaniem we wrogów koktajlami Mołotowa. No i mam jeszcze lekarkę Iwonę. Nikt nie wie kim jest i skąd się wzięła, ale chodzi po lesie bez broni, tylko z kijem do podpierania i leczy ludzi jakimś dziwnym syfem, który ma opakowania opisane cyrylicą.
(To akurat z życia wzięte, wczoraj znalazłam jakiś dziwny ruski lek w sali operacyjnej mojego prestiżowego szpitala o trzecim stopniu referencyjności. W dodatku w dwóch opakowaniach, najwyraźniej ten lek dobrze leczy).

Opko o grzybobraniu

Wiem, że wszyscy mają już zupełnie dosyć tego, że piszę o kolejnych pomysłach, zamiast skończyć stare, ale myślałam ostatnio o tym moim nowym tekście o grzybobraniu i wyłania mi się całkiem sensowna koncepcja.
Rzecz się dzieje w Polsce, większość świata wymiotła się nawzajem podczas trzeciej wojny światowej i jesteśmy gdzieś pomiędzy pogorzeliskiem, które kiedyś było Europą Zachodnią, a pogorzeliskiem, które kiedyś było Rosją. Prawdopodobnie gdzieś na południu Europy i na innych kontynentach przetrwali ludzie, ale nikt nie ma specjalnie do nich dostępu. Wszędzie rozpanoszył się dziki zmutowany las, pełen dzikich zmutowanych stworzeń i ludzie utrzymują tylko swoje osady, skutecznie odgrodzone od przyrody. Od zewnątrz bronią ich ludzie z lasu, tacy leśniczy. (Traf chciał, że to większości baby, bo co agresywniejsi faceci albo dali się zabić w wojnie, albo poszli na gołe klaty z lasem i już nie wrócili).
Owi leśniczy są poniekąd częścią lasu, bo wciągają różne grzybki, jagody i mięso zmutowanych stworzeń, co im nie szkodzi, chociaż normalnego człowieka by zabiło. Dzięki temu mogą się przemieszczać po lesie i nawet nocować w swoich leśnych chatkach poza zasięgiem osad. Przez "nie szkodzi" mam na myśli, że mogą je jeść, ale ma to różne efekty uboczne - do szybkich należy to, że po pierwszym kopie grzybki ścinają człowieka z nóg i serwują mu różne halunki. Jak to grzybki. Do długofalowych efektów należy to, że ci o słabej woli dają się pochłonąć przez las i pewnego dnia po prostu nie wracają - stają się jednością z lasem. Można to obejść, mianowicie jeśli się samemu zwariuje na swój sposób, las nie będzie mógł tego człowieka zwariować na swój. Taki trochę paragraf 22, noale.
No i główny motyw fabularny: jest Filip, miły, kochany i puchaty, ale ma zbyt niepokolei w głowie, żeby wykorzystać to, że jest kozakiem; Piotrek, który chciałby wziąć wszystko w swoje ręce, ale las bardzo silnie do niego przemawia i łatwo mógłby go pochłonąć; oraz Dagmara, która nie ćpie grzybów, tylko stoi w cieniu i wysyła innych ludzi do walki z lasem.

środa, 4 kwietnia 2018

Jestem przegrywem życiowym

Jak szumnie zapowiadałam, miałam w te święta ogarnąć wreszcie redakcję tych całych pięciu stron Bram Raju na konkurs. No więc w poniedziałek ktoś najprawdopodobniej próbował mnie otruć, bo taki szajs nie robi się od zwykłego zatrucia pokarmowego (ewentualnie dzięki studiom medycznym wiedziałam jakie paskudne choroby podejrzewać, m.in. ebolę). Generalnie mam za sobą dwa dni krwawej biegunki i w tej chwili udało mi się nie zwymiotować pierwszej herbaty od zachorowania, a więc rozważam zjedzenie kisielu. To trochę przykre, mam w domu całe stosy dobrego jedzenia (własny chleb i do tego pasty z suszonej makreli i orzechów, domowej roboty sernik i kurczaka w galarecie), a ja żywię się kisielem i torebkowanymi Liptonami. (Na co dzień mam bardzo wyrafinowany gust, jeśli chodzi o herbatę, więc picie torebkowanego Liptona to prawdziwy upadek obyczajów, ale nie jestem w stanie sobie zaparzyć czegoś innego, also, i tak przez większość czasu nie czułam smaku, więc dobre herbaty by się zmarnowały).
Long story short, nawet nie dotknęłam jakiejkolwiek redakcji. Wczorajszy dzień był trochę lepszy, bo udało mi się połknąć kilka tabletek przeciwbólowych, ale też nie robiłam nic konkretnego. Czytam właśnie Cień wiatru, a to nie byłby dobry pomysł, nie zamierzałam do cierpień fizycznych dokładać duchowych związanych z czytaniem tego gówna. Skończyło się na tym, że przyglądając tumblra mroznej natknęłam się na grę zatytułowaną Darkwood, która bardzo mnie zainteresowała: jest to niszowa gra polskiej produkcji, która polega na symulacji grzybobrania w typowym polskim lesie (prawdopodobnie Białowieży). Sama nie gram za bardzo (wyjąwszy Simsy i HoMM), ale mam dużą skłonność do oglądania licznych gameplay'ów, cały więc wczorajszy dzień spędziłam oglądając ten oto gameplay (nie wiem, czy jest jakiś szczególnie dobry, ale na niego pierwszego się natknęłam. Wiem na pewno, że części rzeczy ziomek nie odkrył, ale wszystko sobie doczytałam). Co prawda w moim stanie na samą myśl o jedzeniu grzybów skręcało mi w żołądku, ale przynajmniej nie wpadłam na głupi pomysł, żeby wczoraj wmuszać w siebie jakieś jedzenie.
Jak to często bywa z rzeczami, które mi się podobają, poczułam głęboką inspirację do tego tekstu inspirowanego Claymorem, do którego nie miałam niczego poza postaciami. Więc na chwilę obecną ów tekst jest inspirowany Claymorem i Darkwoodem. Akcja dzieje się w gęstym lesie, po którym pałęta się mnóstwo zmutowanego szujstwa, główny merysójek, Filip, pałęta się po lesie w prochowcu, kapeluszu i ze strzelbą, zjada podejrzane grzybki, po których ma ostre jazdy. Jego sidekick, Piotrek, też zjada grzybki, ale jest na niższym levlu, więc nie aż tyle, nie tak podejrzanych i nie ma aż takich jazd. Jego matka, Dagmara, nie je żadnych grzybków, nie ma jazd i nadzoruje wszystko z wioski. Nie mam jeszcze pomysłu na ruska do gry w Spot the Russian, ale na wszystko przyjdzie czas.
Jeszcze tak na marginesie i tym razem ze spoilerami do wyżej wspomnianych i innych tego typu produkcji - bardzo mi się nie podoba ta maniera, że koniec końców rozwiązaniem zagadki jest fakt, że to wszystko był nadzorowany odgórnie eksperyment. Już podczas czytania Claymore mnie to zirytowało i za każdym z licznych pojawień tego motywu podobał im się coraz mniej. W moim tekście nie będzie żadnego eksperymentu, ba, nie będzie żadnego "zewnętrza", po prostu taki jest świat i tyla. Idea eksperymentu była oryginalna może ze dwadzieścia lat temu, teraz wszystkie jej powtórzenia są co najwyżej wtórne, już szczególnie, kiedy wyszły Shingeki no kyojin i Niezgodna.