Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 października 2019

Pisarski Inktober 2019

Wiem, że nie pojawiałam się tu od bardzo dawna, ale chciałam tylko się zareklamować, że z opóźnieniem zaczęłam brać udział w pisarskiej wersji Inktobera, podczas którego piszę side story do mojego tegorocznego NaNo, tj ficzka o Fenrisie i Andersie. Jedno i drugie pojawi się na AO3 jako jedna seria, Inktober na bieżąco, NaNo jak już skończę ten tekst.
A to są prompty dla tegorocznego Inktobera:

sobota, 1 czerwca 2019

Dzieci

Wszystkiego najlepszego w dniu dziecka. To ważne, żeby świętować ten dzień, nawet jeśli osiemnastka stuknęła już dawno temu, bo kiedy będzie lepszy czas, żeby wypuścić tego wkurzonego, rozkapryszonego gremlina, którego zazwyczaj trzymamy pod warstwą dobrego wychowania albo chociaż instynktu samozachowawczego. Moi rodzice byli tak mili, że nawet dostałam od nich pudełko Raffaello, które kwitło w szafce od świąt i wreszcie coś musieli z nim zrobić. To są te momenty, kiedy czuję się naprawdę doceniana i kochana przez moją rodzinę.
Anyway, ostatnie trzy tygodnie spędziłam na zmianę na ginekologii i na położnictwie. Nigdy nie chciałam mieć dzieci, ale w momencie, kiedy moja stopa przekracza próg kliniki, nie tyle nie chcę mieć dzieci, ile chcę wydrapać sobie taką myśl z mózgu. Zdaję sobie sprawę, że to po części wina personelu i w innych miejscach może być lepiej, ale naprawdę, to jedyne miejsce w tym szpitalu, które wywołuje u mnie odruch walki lub ucieczki, a jestem osobą, która w prosektorium czuje się jak w domu.
Z tego właśnie powodu zaliczyłam ostatnio degradację psychiczną, ale będę musiała się tam pojawić po raz kolejny dopiero na początku sierpnia, więc mam nadzieję, że a/ odrośnie mi mózg, b/ znajdę wolę życia, c/ skończę ficzka. Ficzek ma w tej chwili 15k, co miało być połową tekstu... ale chyba jednak nie będzie. Jestem w jakichś 3/4 drugiego rozdziału. Na końcu rozdziału pierwszego udało mi się wreszcie wyjść z pustyni, niestety zrujnowałam to parę stron później, kiedy wróciłam na dokładnie tę samą pustynię i nie wygląda, żebym miała się jej niedługo pozbyć.
Oczywiście miałam plan na ten tekst i, powiem więcej, całkiem konsekwentnie ten plan realizuję, nie przewidziałam tylko narratora... Który jest bardzo specyficzny i to jedna z najlepszych rzeczy w tym tekście, ale zajmuje więcej miejsca, niż uprzednio zakładałam. Ficzek będzie dostępny na moim koncie na AO3, ale chcę go najpierw skończyć, bo szczerze mówiąc nie przeczytałam nawet tego, co napisałam, i nie do końca wiem, co tam znajdę. Poza tym źle bym się czuła, gdyby ktoś rzeczywiście zaczął czytać, a ja bym się zbiesiła i jednak nie dokończyła.
Przy okazji, mam pomysły na trzy kolejne ficzki, więc wiecie, mogłabym się zamienić z kimś na mózgi, żeby wreszcie pisać w spokoju jedną rzecz.

środa, 15 maja 2019

Wyzwanie pisarskie

Zaległa cisza, ale chciałabym się zareklamować, ponieważ założyłam konto na instagramie tylko po to, żeby brać udział w wyzwaniu pisarskim Lady V. W sumie czujcie się zachęceni do dołączenia, chociaż już trochę po ptakach, bo koniec wyzwania jest w piątek, ale zachęcam też do śledzenia instagrama Lady V, bo zapowiada się więcej tego typu akcji.
A na moim koncie raczej nie spodziewajcie się jakichś zajebistych zdjęć, bo nie po to je założyłam, ale prawdopodobnie jak już je mam, to coś tam się będzie pojawiać.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Śmierć

moich ficzków.
Oczywiście, że postanowiły zdechnąć jak tylko nadeszły święta i teoretycznie miałabym miliard czasu na pisanie. Napisałam 8,5k ficzka, w którym gnębię Andersa i Anders się tam tak naprawdę jeszcze nie pojawił... Od 8,5k jestem na pustyni. I na pustyni dialogowej, bo to POV Fenrisa i oczywiście że on się do nikogo nie odzywa, bo przecież po co miałby, skoro w pobliżu nie ma Hawke. Tzn okej, jego narracja jest zabawna (tzn wiecie, w mojej definicji zabawności) ale trochę się wkopałam z planowaną długością tego tekstu, bo nawet nie zaczęłam moich słońc gnębić porządnie. Meh. Dajcie mi już październik, potrzebuję nasztachać się ciężką amunicją.
Also, zaczęłam redagować Grzybobranie i z jednej strony nie jest tak źle, jak się spodziewałam, ale z drugiej nie wiem, czy rzeczywiście chcę to gdziekolwiek wysyłać, bo nawet na moje standardy mam wrażenie, że trochę pojechałam po bandzie. Tzn nie jeśli chodzi o paskudztwa i las pożerający ludzi, to nadal jest super, ale w kwestii character arcu głównego bohatera.
Może pójdę po raz czwarty przechodzić Dragon Age'a? A jak skończę, to wszystkie dylematy same się rozwiążą w międzyczasie?

sobota, 23 marca 2019

To się mnoży

Więc, teraz piszę nie jeden ficzek, a dwa. To znaczy w jednym rzeczywiście przeprowadzam proces wprowadzania słów do Worda, drugi na razie zostawiłam i pozwalam mu dojrzeć. Jestem tak bardzo zachwycona tym ficzkiem! Ten świat jakby został stworzony specjalnie dla mnie i jest w nim tyle sposobów na zniszczenie bohaterów jednocześnie ich nie zabijając. Czuję, że doskonale moje rzemiosło, które potem w całej sile wyładuję w Rudym. Poza tym doskonalę też fakt, że narrator kłamie czytelnikowi w żywe oczy. No, może nie kłamie, ale przemilcza kluczowe informacje, o których on wie, ale nie uznał za stosowne się podzielić. Poza tym kłamie też z tego powodu, że jest złośliwym, uprzedzonym gnojkiem, ale w tym już miałam pewne doświadczenie.
Tak, ficzek rozwija się bardzo dobrze i jestem z niego zadowolona. Pomaga mi też to, że od początku nie zamierzam przejmować się pacingiem i punktami konspektu, bo to miało być stricte ćwiczenie stylu i narracji (poza tym chcę gnębić ulubionych bohaterów), więc odpada mi jedna rzecz, którą zazwyczaj się przejmuję. Ostatni czas miałam dość zawalony Poważnymi Rzeczami Dorosłych Ludzi, ale mam nadzieję, że od przyszłego tygodnia wszystko się uspokoi i będę mogła zająć się tym, co naprawdę ważne w życiu.

niedziela, 24 lutego 2019

Tylko nie to

Ostatnio pisałam, że chce mi się pisać i wiecie co zamierzam teraz pisać? Ogrom mojego failu organizacyjnego można opisać tylko w tych trzech słowach: ficzka do DA.
Tak, właśnie zabieram się za pisanie ficzka do Dragon age'a. Mam wrażenie, że od wieków nie pisałam żadnego fanfika, to znaczy nie licząc tłumaczenia na angielski tekstu do Lackey. Mam wrażenie, że ostatnie były fanfiki do Eterny, a to było już dawno. Nigdy nie pisałam fanfika do gry, ale... właściwie Dragon Age II nie ma fabuły erpega, nie ma nawet fabuły dobrego erpega. Mówicie o tej części co chcecie i tak, zgadzam się, że ta gra jest strasznie uboga, ma trzy lokacje na krzyż i można ją przejść w jeden wolny weekend. Ale fabularnie? Czytałam (dobre) powieści, które miały gorzej skleconą fabułę niż ta gra. Mam wrażenie, że cały hajs poszedł na scenariusz i to widać - zarówno w tym złym jak i dobrym kontekście.
Dlatego, tak, piszę ficzka do DA2. Mam już zeszyt z notatkami i przekopałam się przez internet szukając map Tevinteru w dobrej rozdzielczości. Wiecie jaka jest zaleta pisania ficzków do gier? MAPY, psiamać. Z Eterny miałam dwie na krzyż, z czego 3/4 interesujących mnie lokacji nie była nawet zaznaczona i musiałam analizować fragmenty książki, żeby obczaić geografię. Tutaj? Wystarczy chwilę poszukać i mam mapę absolutnie wszystkiego, nawet miejsc, które nie wiedziałam, że istnieją, łącznie z miastami, geografią i drogami. Mam fragmenty rozmów na temat interesujących mnie miejsc, nawet jeśli bohater nigdy nie miał okazji tam być.
Poza tym wiecie, ten świat dostarcza mi bardzo dużo możliwości do gnębienia moich ulubionych bohaterów. A kiedy ja mówię bardzo dużo, to naprawdę znaczy bardzo dużo.
Wspominałam kiedyś ten ficzek do SW, Children, Wake Up, i tbh chciałabym właśnie w takim klimacie go utrzymać, więc ficzek ficzkiem, ale będzie to też test moich umiejętności narracyjnych. Nie sądzę, żeby udało mi się napisać 500k, bo tyle to ja planuję na całe Rude, ale chciałabym jak najbardziej rozciągnąć fabułę klimatem, a skoro to ficzek, będę trochę mniej przejmowała się strukturą powieści (w sensie że jak nie chcę tego wydać, to nie będę się aż tak spinała). Mam nadzieję, że to będzie bardzo owocne ćwiczenie literackie.

sobota, 16 lutego 2019

Rzycie

Nie było mnie tu od jakiegoś czasu, ale dopadła mnie wyjątkowo paskudna zniżka nastroju i dopiero od tygodnia wpadłam na to, że mogę... wziąć większe dawki leków przeciwdepresyjnych? Tak jak psychiatra powiedziała mi miesiąc temu, ale z jakiegoś powodu nie zarejestrowałam tego jako realnej opcji. Płaczę nad hajsem coraz szybciej wypływającym z mojego konta, ale mam wrażenie, że zaczyna być trochę lepiej, wczoraj udało mi się nawet zoperować świńską nogę (don't ask) i wygląda na to, że będę tym jednym psychiatrą na oddziale, który potrafi szyć.
Anyway, zaczęło mi się chcieć pisać, może dlatego, że dzisiaj był pierwszy wiosenny dzień i mogłam od rana wietrzyć, a może dlatego, że całą noc śniły mi się chore rzeczy, które nadal swędzą mnie w mózg. Tylko oczywiście chcę pisać nie to, co powinnam, to znaczy sequel do Czarnoksiężniczki i nawet Rude, ale dopiero od połowy drugiego tomu, a muszę najpierw skończyć pierwszy. Ale w międzyczasie udało mi się rozwiązać pewną dziurę fabularną w czwartym tomie, więc nic nie poszło na zmarnowanie. Aha, i wreszcie znalazłam miejsce na trójkącik. W sensie poliamoryczny, nie to nudne "oh jej, którą spośród gorących lasek mam wybrać?". Właściwie to opracowałam nawet dwa trójkąty, ale jeden do Rudego. I tak, jednym z boków trójkąta jest Tale. Czego można było się spodziewać.

piątek, 4 stycznia 2019

Podsumowanie 2018

Jak zawsze jestem spóźniona na imprezę, but anyway. Przejrzałam moje postanowienia z 2018 i powiem wam, że jest dobrze. To znaczy może byłabym rozczarowana, ale na szczęście na tej samej kartce miałam postanowienia z dwóch poprzednich lat i zaczyna być coraz lepiej.

niedziela, 2 grudnia 2018

NaNoWriMo 2018

Wszędzie wokół ludzie piszą relacje, to ja też napiszę, co mi szkodzi. Pewnie będę się powtarzać, ale whatever.

1. Napisałam 50k do 17 listopada, co było bardzo fajne (później niż w zeszłym roku, ale się nie spieszyłam, poza tym jest to o wiele wyższej jakości 50k niż wtedy), natomiast zła wiadomość jest taka, że mój wielki plan na 100k pierwszego tomu peżetki poszedł się gonić, bo od dwóch tygodni wszystko zupełnie zdechło i napisałam w sumie jakieś 8k i to z ogromnym trudem i jakości końcówki Anestezjologa, czyli marnej.
2. Nie wiem czemu nie uwierzyłam sobie za pierwszym razem, ani w sumie za drugim i za trzecim, ale to, na czym łapię największe faile, to druga połowa drugiego aktu. Do midpointu zazwyczaj wszystko mam całkiem dobrze przemyślane, idzie mi sprawnie... a potem wszystko zdycha i nie wiem, co pisać. Tak bardzo skupiam się, żeby mieć ten centerpiece wymuskany i wychuchany, że potem zostaje mi tylko "potem coś zrobią, gdzieś dojdą i będzie jakaś polityka". Tzn wiem oczywiście, co się ma dziać w tych kolejnych 40k i mogłabym wstawiać gwiazdki i pomijać te fragmenty, na których się blokuję. Tylko druga połowa tekstu jest cała jednym takim fragmentem. Skończyłoby się na tym, że napisałabym streszczenie końcówki tomu, co zresztą zrobiłam już w przypadku Anestezjologa i nie tknę redakcji tego kijem od szczotki przez najbliższe dziesięć lat.
3. Z dobrych rzeczy muszę przyznać, że gnębienie Kiryła jest jeszcze lepsze, niż się spodziewałam, dzięki temu udało mi się pobić mój życiowy rekord słów napisanych jednego dnia, kiedy to 11 listopada wklepałam 7,7k. Poza tym charakter Tale dość dobrze mi się wykrystalizował - może jest odrobinę inny, niż się spodziewałam, ale bardziej mi się podoba i ma sens. Poza tym oddałam swoje serce pisaniu w pierwszej osobie i zdecydowanie planuję więcej eksperymentów z narracją (tzn pierwsza osoba nie jest specjalnie eksperymentem, wszyscy i ich matka tak kiedyś pisali, ale odkryłam, że to może być dobre).
4. Poza tym jak zawsze nie byłoby mnie tu gdyby nie NaNowy Gdańsk team, bez którego napisanie tego tekstu byłoby o wiele trudniejsze, nie miałabym brokatu i creepy jednorożców, Kiryła nie goniłyby wilki i nie miałabym piosenki o Henryku Kwiatku.

niedziela, 18 listopada 2018

Done

Wczoraj skończyłam NaNo, znaczy się napisałam 50k. Co nie znaczy, że teraz będę leżeć do góry brzuchem, bo mam nowy cel, to znaczy napisanie do końca roku kolejnego 50k i tym samym skończenie tego tomu Rudego. Trzymajcie kciuki, jeszcze nigdy nie napisałam za jednym zamachem takiej ilości tekstu. Było trochę mindfucku, kiedy Kiria mi się pięknie zdekompensował, a z kolei Tale zaczyna trochę nabierać empatii.

poniedziałek, 12 listopada 2018

Życiowy rekord

Wczoraj byłam chora (to znaczy nadal jestem) i siedziałam cały dzień w domu, więc jakimś cudem tak się złożyło, że napisałam 7,7k słów. To o jakieś 1,5k więcej niż mój zeszłoroczny życiowy rekord, a wiecie... w sumie nawet aż tak tego nie cisnęłam, mam spory zapas i nie musiałam się spieszyć. No i to nie jest 7,7k bełkotu, ale zupełnie zdatnego tekstu, oczywiście jak na standardy NaNowe. Chyba sekret tkwi w tym, że zaczęłam narrację Kiryła - tak, pierwsza osoba w czasie przeszłym - i a/ ta pierwsza osoba to był naprawdę dobry pomysł, b/ wiedziałam, że akurat tego jednego bohatera będę uwielbiała dręczyć, ale nie spodziewałam się, że aż tak, poza tym największe katastrofy życiowe nawet jeszcze się mu nie przydarzyły.
Idk, mam wrażenie, że dla ludzi niepiszących to trochę dziwne, czemu pisarze tak lubią niszczyć życie swoich ulubionych bohaterów, ale to tak z miłości, żeby im się charakter odpowiednio rozwinął (jak papier toaletowy: powoli i nieubłaganie). Był kiedyś taki wspaniały komiks i teraz żałuję, że go sobie nie zapisałam, bo nie mogę go znaleźć - ale to było chyba o pisaniu fanfików (jeden pies) i szło mniej więcej tak: autor ma swoich kochanych, wychuchanych bohaterów i wszystko jest miłe, aż WYCIĄGA MŁOTEK I ROZWALA WSZYSTKO W DRZAZGI, żeby potem z trudem i oddaniem składać z powrotem połamane kawałki tak jak były wcześniej, aż znowu wszystko idzie do miłego I WTEDY ZNOWU WYCIĄGA MŁOTEK I ROZWALA WSZYSTKO W DRZAZGI.
Tak, to nasza praca. Czuję się bardzo emocjonalnie związana z tym przeczytanym dawno temu komiksem.

sobota, 10 listopada 2018

Bohater niewspółpracujący

Więc tak, Tale jest oficjalnie najbardziej niewspółpracującym bohaterem ever, a dodam, że zdarzało mi się pisać z POV Lionela Savignaca, więc wiecie. W każdym razie uznała, że będzie ze mną rozmawiać tylko w pierwszej osobie czasu teraźniejszego... co nie byłoby jeszcze taką katastrofą, w końcu to łatwy sposób wyeksponowania POV-u głównej bohaterki od POV-u Nastii, którym pisałam pierwszą 1/4 powieści. Tylko że Tale nie jest główną bohaterką całej serii, a jak już zaczęłam ją w ten sposób pisać, będę musiała to kontynuować przez kolejne 4 tomy. (Zresztą nie sądzę, żeby w ogóle pozwoliła mi zmienić sposób narracji w późniejszych częściach, szczególnie kiedy się już przyzwyczaję).
Plan jest taki, że Kiryła też będę pisała w pierwszej osobie - czasu przeszłego, but still. Tzn czas przeszły-teraźniejszy akurat mocno nawiązuje do sposobu postrzegania przez nich świata, ale że pierwsza osoba... no cóż, to jest właściwie ich historia. W międzyczasie będą się pojawiały inne POV-y drugoplanowe poza Nastią, ale oni będą konsekwentnie w trzeciej osobie (chociaż jeden gość mnie korci, żeby spróbować też czas teraźniejszy, ale to w trzecim tomie). Dlatego mam wrażenie, że mam już pobieżny schemat działania, o ile oczywiście Kiria nie stwierdzi, że Tale weszła mu na ambicję (spoiler: wyjątkowo się nienawidzą) i nie uzna, że on z kolei chce czas przyszły niedokonany w stronie biernej czy coś takiego.
Aaanyway, Tale ze mną dodatkowo nie współpracuje, bo uznała, że jej debiut jako narratorki ma mieć formę strony z pornosa. Jakbyście się zastanawiali, w jaki sposób bohater może jeszcze bardziej niewspółpracować.

wtorek, 6 listopada 2018

Raport z listopada

(Uwaha, ta notka nie liczy się do mojej normy, po prostu powinnam teraz pisać historię choroby, więc uznałam, że notka na bloga to jest to).
- Więc od czasu, kiedy ostatnio się odzywałam, zostałam ciotką. Już za jakieś dziesięć lat, kiedy moja bratanica będzie umiała czytać i komunikować logicznie swoje potrzeby, będę mogła być tą szurniętą krewną, która daje jej do czytania dziwne rzeczy. Tak, nigdy nie miałam dobrych wyników na pediatrii.
- Jestem debilem i spadłam z konia podczas zsiadania. To znaczy nie tyle spadłam, ile przesadziłam trochę z treningiem i nogi się pode mną złożyły i cały ciężar poszedł w ręce, więc chyba sobie nadwyrężyłam lewy brak, nie polecam. Potrzebuję niższego konia, ale ostatni raz, jak siedziałam na niższym koniu, zaryłam łokciem w ziemię bo debil się spłoszył i potem leczyłam rękę przez kilka tygodni.
- Moje opko na Pomieścia zostało odrzucone, bo jest za mało oryginalne. Wiecie, nie to, że mam teraz urażoną dumę czy coś, ale dostaję bardziej konstruktywne komcie na blogasku niż odpowiedź państwa redaktorstwa. Miło, że w ogóle komentują nadesłane prace, bo wcale nie muszą, ale poziom komentarza jest trochę smutny.
- NaNo ma się dobrze, chociaż piszę zdecydowanie wolniej niż w zeszłym roku, dopiero przeszłam dzisiaj 17k. No ale nie spieszymy się, mamy czas, i tak nie planowałam 100k podczas tego listopada.

sobota, 27 października 2018

Upadek

Ogarnęłam już konspekt na Rude i zostało mi jeszcze tylko dopisać parę rzeczy i poukładać retrosy, żeby stanowiły jakiś spólny wątek. Natomiast podczas pisania character arców jak zawsze zebrało mi się na myślenie. Dla trójki głównych bohaterów mam positive change arc, disillusionment arc i corruption arc, a więc widać przewagę negative change arc. Nie wiem, z jakiegoś powodu nawet jak w założeniu wszystkie moje teksty mają być pozytywne, to jak już siadam do rozpisywania ich, pisanie negative change zawsze o wiele bardziej ze mną rezonuje. Kiedyś myślałam, że to kwestia szalejącej, nieleczonej depresji, ale jak widać nie, bo nadal mam taką tendencję. Nie wiem czemu, ale upadek i katastrofa bardziej do mnie przemawiają, ale to tylko wtedy, kiedy ja coś piszę. W rzeczach, które czytam, chcę happy endów i żeby żadnemu z moich słoneczek nie stała się krzywda.
No i pewnie pamiętacie moje wieszanie psów na zakończeniu Ostatniego Maga Heroldów? Nie chciałabym czegoś takiego zrobić z Rudym, a jednocześnie Kirył (inni też, ale on szczególnie) ma taki potencjał niesienia katastrofy na niespotykaną skalę... Ciężko mi się będzie temu oprzeć, mimo że póki co mam przemyślaną fabułę całej serii i wcale nie kończy się tak tragicznie.
Już niedługo listopad i nie wiem, czy będę miała okazję napisać coś podczas NaNo (bo nawet jak skończę wcześniej, to chciałabym iść na skończenie pierwszego tomu, a to więcej niż 50k), dlatego już teraz się żegnam i życzcie mi powodzenia.
Aha, poza tym możecie być ze mnie dumni, wysłałam Władzia na Pomieścia i teraz już nie ma odwrotu.

czwartek, 18 października 2018

Kelner, mój główny bohater jest antagonistą!

Zdarzyło mi się to dwa razy i wiecie? wiem nawet dlaczego. Słoneczniki i Rude to teksty, nad którymi bardzo dużo myślałam i w których ważne są relacje interpersonalne, mam je rozważone naprawdę bardzo szczegółowo. Przy czym ta najważniejsza dynamika jest zazwyczaj pomiędzy pewnym gronem głównych bohaterów: w Słonecznikach między Sam a Jaccą, a w Rudym między Kiryłem, Anastazją i Tale (tak, Lesedi od jakiegoś czasu nazywa się Tale, nie wiem, jak to się wymawia w Setswana, ale ja mówię tak, jak się pisze). No i na tych relacjach się skupiam, rozpisuję je sobie, ewoluuję i tak dalej. A potem przychodzi ten moment, kiedy zaczynam konstruować fabułę i korzystam z metody Weiland, a tam dość istotną kwestią jest relacja między protagonistą i antagonistą. Bo to jest istotna kwestia, mind you.
I w tym momencie dochodzę do tego momentu, że nie mam antagonisty. To znaczy jacyś tam są, ale nie są aż tak istotni, żeby napędzać całą fabułę. W Słonecznikach nawet nie jestem w stanie zdecydować, kto jest główniejszy: czy Marlena (pięść zespołu), czy Franek (yy, nie wiem, czemu w ogóle on miałby być ważny, ale takie było założenie), czy pan Łukasz (taka raczej chaotyczna siła neutralna), czy może Blackmoore (knujący Amerykanin). Jak widzicie nie ma nikogo, kto by rzeczywiście stanowił główną przeszkodę, a ich wątki tak jakby rozwiązują się w momencie kulminacyjnym na początku trzeciego aktu. Trzeci akt jest głównie o tym, co odwala Jacca po tym, jak już udało im się pokonać "tych złych". Właściwie cały trzeci akt skupia się na relacji Sam-Jacca i nikogo innego tam nie ma. Widzicie mój problem. Ta konstrukcja fabularna nie ma najmniejszego sensu, chyba że to Jacca jest głównym przeciwnikiem Sam. Owszem, jest jej bff i właściwie im na sobie zależy, ale mają konflikt interesów i rozbieżne poglądy na temat pewne sprawy, a że te sprawy dotyczą egzystencji świata...
Z Rudym sprawy mają się trochę inaczej, bo de facto miałam gotowe miejsce na antagonistę. I on jest w tym tekście i wogle, potem nawet jest istotny w drugim tomie. Natomiast doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Owszem, na płaszczyźnie fizycznej on jest ich przeciwnikiem, natomiast tak naprawdę najwięcej emocji i czasu poświęciłam konfliktowi na linii Tale-Kirył. Z motywów napędzających całą fabułę to właśnie tej dwójki wpisują się w temat przewodni tekstu i one dwa są ze sobą najbardziej sprzeczne, powodując konflikt w sferze emocjonalnej. Michael jest przeciwnikiem całej trójki, bo tak wyszło, ale de facto nie mają oni konfliktu w kwestii poglądów i motywów. Upieranie się na takiego antagonistę tylko osłabiłoby ogólną konstrukcję fabuły.
To są te takie nieoczywiste, drobne rzeczy, o których zaczęłam dopiero myśleć, kiedy rozplanowałam sobie te teksty na tym najbardziej ogólnym, podstawowym poziomie, który zazwyczaj jest zbyt oczywisty, żeby poświęcać mu czas przy tworzeniu konspektów. Ale teraz widzę, że mam tendencję, żeby to właśnie się sypało, a jeśli to się sypie, to posypie się też cała reszta.

niedziela, 14 października 2018

Moje teksty: update

Zrobiłam sobie dzisiaj rachunek sumienia i porządek w tekstach, więc postanowiłam wrzucić aktualizację.
1. Ruskie elfy - od piętnastu lat jestem na etapie tworzenia świata przedstawionego i chyba powoli zbliżam się do końca.
2. Rude - ma się całkiem nieźle, zaczynam je na NaNo 2018 i wiem do czego dążę jeśli chodzi o ilość tomów i całą historię.
3. Słoneczniki - kolejny tekst właściwie gotowy do pisania, tylko parę szczegółów muszę dopisać do konspektu, poza tym planuję to na jednotomową powieść. Może 2019.
4. Reptiliada - ??? nie mam nawet pojęcia, co z tym zrobić, cały świat przedstawiony jest do przebudowania i może za kolejne dziesięć lat o tym pomyślę.
5. Anestezjolog - stan napisania to jakieś 40% i trochę pracy redakcyjnej nad tym, co już mam.
6. Podróże w czasie - muszę zrobić konspekt, ale mniej więcej wiem, ile to będzie opowiadań i dokąd zmierzam.
7. Wieża (postapo) - trochę świata jeszcze do doszlifowania, ale właściwie mogłabym się już zabrać za konspekt.
8. Niemcokosmosy (Fahimi + Kessler, czyli były Reuter) - dużo świata przedstawionego do ogarnięcia, poza tym jakoś to muszę połączyć z Anestezjologiem.
9. Czarnoksiężniczka + urban/quest fantasy - świat na etapie burzy mózgów, czyli w swoim najlepszym momencie istnienia.
10. Syberia - kiedyś to napiszę. Prawdopodobnie.
11. Grzybobranie - redakcja i właściwie będzie gotowe.
12. Romanow - ostatnia korekta i wysyłam.
13. Władzio - jw.
Jak to wszystko sobie w ten sposób rozpisałam wygląda to szokująco nieźle. Prawie jak kompetentny pisarz czy coś.

Kilka rzeczy

W kolejności od najważniejszych:
- Podłubałam sobie dalej w Rudym, popatrzyłam z różnych stron i nie mam co prawda jeszcze konspektu, ale doszłam do zaskakującego wniosku, że Kiria jest w tym tekście tak naprawdę antagonistą... Tak, wiem, słyszeliście to już w przypadku Słoneczników, ale shit happens. Chyba napiszę kiedyś o tym notkę, bo zaczynam rozumieć, czemu to się dzieje z moimi tekstami. Natomiast Kiria jest antagonistą tylko w pierwszym tomie, natomiast tak generalnie w całym cyklu jest głównym bohaterem. Jak bór da, będzie to miało pięć tomów, dla których już nawet rozkminiłam z grubsza tytuły i fabułę.
- Zredagowałam wreszcie Władzia i tak właściwie dużo do redagowania nie było, kilka jakichś małych błędów logicznych, o których pamiętałam, a reszta to kosmetyka. Pisałam lepsze teksty, ale generalnie nie jest zły. Mam wrażenie, że trochę ubogo tam z emocjami, ale czekam jeszcze na opinię pierwszej instancji opiniotwórczej, a zresztą zamierzam go wysłać tak czy inaczej.
- Quest-urban fantasy wyrwało się spod mojej kontroli tak potężnie, że okazało się sequelem Czarnoksiężniczki... Z jednej strony trochę mindfuck, z drugiej to w końcu jeden tekst mniej do napisania, więc chyba jednak na tym wygrywam. Poza tym wszystko tak bardzo składa się do kupy... Społeczeństwo boi się magów i zamyka ich w wieżach? Wina Lys. Świat pokrywa pustynia? Wina Lys. Podejrzany artefakt robiący chujwieco z ludźmi? Ofc wina Lys. Jeszcze nie wiem, jaki będzie jej status, ale korci mnie wersja, że jej kult był tak potężny, że właściwie wyparł wszystkich pozostałych bogów z panteonu i została tylko ona. Typowa Lysanor.
- Zazwyczaj jak mam za mało czasu i za dużo rzeczy na głowie nachodzą mnie myśli, co by tu jeszcze zrobić, ale w sumie od paru miesięcy krążę wokół pomysłu, żeby rozpocząć serię, hm, bardzo popularno-naukowych notek o tym, co pisarz powinien wiedzieć z medycyny. Wiecie, jakieś ciekawe choroby, które można zrzucić na swojego bohatera, prostowanie popularnych mitów i takie tam. Jeszcze nie wiem, czy rzeczywiście się za to wezmę, ale jest taki pomysł.

niedziela, 30 września 2018

Więcej o drużynie

Rozkminianie Rudego ma się dobrze, dziękuję. Narysowałam nawet prowizoryczną mapę, co mi się nie udawało przez ostatnie kilka lat. No ale mapa do Rudego była o wiele prostsza niż mapa do Ruskich Elfów, bo nie musiałam kombinować, jak to Michajłowowie muszą znaleźć się na północ od Krugłowa, ale jednocześnie stanowić południową granicę kraju ze stolicą leżącą na zachodzie i nie leżeć w górach, które są na wschodzie, ale jednocześnie mieć handel ze stepami, które są bardziej na wschodzie. Tak że wiecie, w Ruskich już za dużo mam opracowanych faktów polityczno-ekonomicznych, żeby łatwo narysować mapę, natomiast w Rudym mogę sobie pozwolić na improwizację. Also, jak zapowiedziałam, zmieniam imię Lesedi, ale na razie waham się pomiędzy trzema równie dobrymi, więc muszę to sobie przemyśleć. A jak byście byli ciekawi, to na moim profilu NaNowym umieściłam już tegoroczną powieść i krótki blurb.
W każdym razie wracając do quest fantasy, to jestem już zdecydowana na siedmioosobowoą drużynę i dla ułatwienia ponazywałam ich sobie: Bohaterka, Szpieg, Wojowniczka, Łowczyni, Zdrajca, Dzika karta, Śmierć. Oczywiście będą mieli normalne imiona, ale zrobił mi się taki ładny zestaw... Idk, może w tym świecie będzie się tak nazywało siedem bóstw czy coś. Chociaż chyba u Martina było siedem bóstw? Albo pięć. Przeczytałam chyba z sześć tomów tego gościa i nadal tego nie pamiętam. Anyway, najbardziej cieszę się na pisanie Zdrajcy i Bohaterki... i w sumie Szpiega też. No i Śmierci. Welp, właściwie nie jaram się na razie tylko pisaniem Wojowniczki, ale dla niej też powoli zaczynam rozkminiać pewien wątek. Będą trzy szipy i oczywiście tak, sama jestem pierwsza do narzekania na usilne parowanie głównych bohaterów, ale czasami jest się po prostu hipokrytą... Chociaż u mnie ma to większy sens, bo przynajmniej dwa związki powodują przyłączenie się do drużyny, a nie na odwrót.
No i mam nawet koncepcję na świat przedstawiony. Jest dziwna, ale pracowałam już z dziwniejszymi światami (Grzybobranie...). Cały świat jest pustynią w której istnieją oazy, takie trochę a la jaskinie, bo w głębokich nieckach skalnych i otoczone skałami chroniącymi przed piaskiem. No i w tych oazach żyją ludzie, raczej nie wychodząc na pustynię, chyba żeby podróżować pomiędzy oazami. Natomiast w tej skale wokół drążone są olbrzymie sieci tuneli i rosną całe podziemne miasta. Tylko najbogatsza elita może żyć w oazie, a im ktoś biedniejszy, tym bardziej jest spychany wgłąb ziemi. Istnieje silna klasowość i podział na rasy, a na samym dole jest rasa uważana przez niektórych za podludzi i w Złym Imperium są traktowani jako niewolnicy - a trudno ich pomylić, bo z powodu przebywania pod ziemią są bardzo bladzi, mają popielate włosy i szare oczy, czyli generalnie są tacy dość bezbarwni. Oczywiście Złe Imperium jest złe i w ogóle, trzeba ich pokonać, ale jeszcze niedawno sporo arystokracji spoza Imperium przyklaskiwało ich poglądom, w końcu oni też byli zaliczani do rasy wyższej.
Poza tym musiałam rozwikłać problem żywienia, bo wiecie, nie ma żadnych łąk, farm i pastwisk, tylko pustynia i niewielkie oazy niewystarczające do wyżywienia całych miast. Dlatego ludzie z najniższej klasy wydobywają żywy kamień, który stanowi ich główną dietę. Nie zamierzam zagłębiać się w logikę tego, po prostu w tym świecie kopalnie produkują żywność i tylko arystokracja może sobie pozwolić na prawdziwe jedzenie uprawiane na oazach.
A więc tak, Niof znowu eksploruje temat niesprawiedliwości społecznych i grup uciskanych przez tyranię elity, a także wciąż aktualny problem, kiedy ludzie uznają innych ludzi za podludzi. Nic bardzo oryginalnego, wiem. Ale za to mam ładne szipy.

sobota, 29 września 2018

Rude

Tak właściwie, to będę pisać Rude na NaNo. I tym razem mam nadzieję, że to ostateczna decyzja, bo w październiku najwyższy czas planować i robić konspekty, a nie zastanawiać się, co ja w ogóle będę pisać. Trochę się boje, bo wiecie, Rude, moje kochane wychuchane słońce, które nigdy jeszcze nie zetknęło się z twardym i bezlitosnym światem w postaci researchu, brzytwy Ockhama i ogarnianiu świata przedstawionego. Mam dwa zeszyty notatek i czas poukładać to wszystko ładne, wypieprzyć niepotrzebne i przestarzałe informacje i jakoś zatuszować drut i taśmę klejącą trzymającą razem poszczególne pomysły.
Z dobrych wiadomości: znów będę opisywać lesbijski romans i mam nadzieję, że wyjdzie mi lepiej, bo żadna z bohaterek nie będzie stawiała tak zaciekłego oporu w maniu jakichkolwiek uczuć jak Olga.
Ze złych wiadomości: około 50k będę opisywać dwie sceny samobójcze, przy tym jedną udaną, więc będę musiała się twardo trzymać rzeczywistości, żeby nie dać się wciągnąć własnemu tekstowi w to myślenie, ale mam nadzieję, że mi się uda. To dla mnie bardzo ważne sceny i, cholera, chcę, żeby mi się udały, ale jednocześnie wiem, że mam do nich bardzo emocjonalny stosunek i to nie jest najlepsze dla zdrowia psychicznego.

środa, 26 września 2018

Fanfikocepcja

Tak właściwie, to w moim nowym zajebistym quest fantasy znajdują się i Dima, i Kirył, a raczej ich alternatywne fanfikowe wersje stworzone na potrzeby Inkwizycji, ale mimo wszystko ewoluujące z moich dwóch nienapisanych powieści będących fanfikowymi inspiracjami Eterną i Lackey. Tak. To trochę podobnie jak z Olgą, Fahimi i Kesslerem, którzy są fanfikowymi wariacjami na temat tego samego bohatera z Leijiverse. Ja wiem, z którego bagna wypełźli moi bohaterowie, nawet jeśli nikt normalny by się nie domyślił.
Ale tak poza tym jestem poważnym i kompetentnym pisarzem, a jak tylko przejdę Inkwizycję po raz kolejny biorę się za pisanie.