Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywot marszałka Romanowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żywot marszałka Romanowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 sierpnia 2018

Klimat i inne

Jak na razie dzisiejszy dzień był bardzo owocny w sukcesy, głównie dlatego, że nie musiałam zwlekać się rano i jechać do tego parszywego szpitala. W każdym razie wczoraj posiedziałam w mojej bibliotece uniwersyteckiej i zrobiłam trochę researchu, niestety akurat nie na ten temat, który by mi się przydał, ale też dobrze. Dzisiaj udało mi się poprawić Romanowa i jeszcze czeka mnie lekkie poprzycinanie sceny z początku i tekst będzie gotowy do wysłania kolejnym betom.
Poza tym przekonuję się coraz bardziej do kończenia Anestezjologa na tegorocznym NaNo, ale chyba znowu będę trochę majstrować przy opisach. Generalnie z tym tekstem mam problem, bo to ma być z jednej strony space opera, odległa przyszłość, statki kosmiczne i cała reszta, a z drugiej strony taka najparszywsza Rosja z końca caratu/ postkomunizmu - niby upadek złego systemu, ale nikt nie wie, czy nowy jest lepszy, a może te złe rzeczy to pozostałości poprzedniej władzy. Nie do końca jestem w stanie to jakoś ze sobą połączyć, no ale zawsze trzeba sobie stawiać wyzwania. W obecnej wersji trochę za bardzo poszłam w space operę i wszystko jest tam za nowe, za sf. Zaopatrzyłam się w stos zdjęć i będę starała się bardziej wczuć. Poza tym przeczytałam właśnie Białą gwardię Bułhakowa - i generalnie jak tej książce mam sporo do zarzucenia, tak podobała mi się o wiele bardziej niż Mistrz i Małgorzata (mniej elementów komicznych przede wszystkim) i miała naprawdę doskonały klimat, dokładnie taki, jak chciałabym oddać. To co prawda Ukraina pod koniec 1918, ale o coś takiego dokładnie mi chodziło.

środa, 27 czerwca 2018

Zrobione

Zredagowałam Rubińskiego. Zwanego teraz Romanowem. 8k słów (56k znaków, trochę więcej niż powinno być, ale i tak mniej, niż myślałam).
Końcówka trochę mi się nie podoba, ale nie jestem w stanie jej trzeci raz przepisywać, zresztą w tym tekście ona nigdy nie była porywająca. To znaczy ze zwrotu akcji jestem całkiem zadowolona, tylko no właśnie, mam wrażenie, że w niej jest aż za dużo akcji, jak na raczej kronikarski styl całości. No ale nic z tym nie zrobię. Generalnie tekst mi się całkiem podoba - nie jaram się nim jak Anestezjologiem, Słonecznikami czy tam nad czym teraz pracuję, ale uważam, że jest całkiem porządnie zrobiony. Zresztą opowiadania to dla mnie trochę inna kwestia, bo przy powieściach chodzi mi o bohaterów i do nich się przywiązuję, tymczasem w opowiadaniach chodzi mi raczej o pomysł. Zobaczymy jeszcze, jak się Romanow spodoba redakcji NF.
Natomiast co do opowiadań ogólnie, to Fantazmaty były tak miłe i zorganizowały kolejny konkurs - w ogóle bardzo lubię ich konkursy, wreszcie jakiś ludzki limit znaków (60k, też mało, ale przynajmniej nie jest to 15k). Tytuł brzmi "Pomieścia" i tematem jest zagłada polskiego miasta czy miasteczka, więc uznałam, że może napiszę w tym guście Władzia, którego akcja miała się dziać w Gdańsku w czasach magicznej wojny.
Tymczasem mam już całkiem solidny konspekt Syberii, więc prawdopodobnie to następny projekt, za który się zabiorę, o ile nie strzeli mi coś głupiego do głowy i nie zacznę nagle pisać Słoneczników albo coś w tym stylu. Niby muszę też zredagować Grzybobranie, ale na to poczekam na wieści z pola, bo nie mam pojęcia, co z tym nieformatowym tekstem zrobić.

sobota, 23 czerwca 2018

Imiona again

Jak wcześniej pisałam, rozmyślałam nad zmienieniem nazwiska Rubińskiego, bo nie wpisuje się trochę w stylistykę - oryginalnie miało być tak, że on ma normalne nazwisko, bo jest z prawdziwej ziemskiej szlachty, a nie imigrantem z innej planety, który żeby brzmieć bardziej ziemsko otworzył stronę "popularnych ziemskich nazwisk". Ale jednak to nie ma sensu, bo jego rodzina to też są takie randomy znikąd i pozycję zdobył dopiero jego ojciec.
Rozważałam więc dać mu na nazwisko Kutuzow, ale jako że miałabym wtedy "marszałka Kutuzowa" w tytule, to by mogło dać mylne wyobrażenie, o czym jest tekst, bo to się kojarzy tylko z jednym Kutuzowem. No ale postanowiłam pójść dalej i Rubiński został przechrzczony na Romanowa. Kojarzy się w oczywisty sposób, ale gdyby chodziło mi o tych Romanowów, napisałabym "car" a nie "marszałek". A więc mam Iana Francoisa Romanowa. Jakby tego było mało, jego ojciec nazywa się Horatio Napoleon Romanow. Nadal się zastanawiam, czy to nie jest już przegięcie, ale z drugiej strony niespecjalnie miałam miejsce, żeby opisać, czemu on jest tak paskudnym człowiekiem, a te imiona... cóż, dają pewne wyobrażenie jaki był z kolei jego ojciec.
No i rozważam zmienienie tytułu z "Życie i śmierć" na "Żywot" - brzmi nawet bardziej biograficznie, poza tym jest krótsze, a jeśli da się coś skrócić, to trzeba to zrobić. Więc aktualny tytuł brzmi "Żywot marszałka Romanowa". Może jeszcze coś zmienię, bo jak widzicie lubię gmerać w tytułach.

piątek, 22 czerwca 2018

Redakcja

Ogarnęłam pierwsze 5 stron i jak na razie udało mi się skrócić tekst do niecałych 10k słów (i 68k znaków, bo tutaj niestety muszę liczyć w znakach - cel jest na 60k). Przyznam, że nie jest tak źle, jak myślałam - mam całe mnóstwo NaNowego lania wody, bo to była już sama końcówka i nabrałam wprawy w takich rzeczach. W zakończeniu będę musiała trochę podopisywać, ale widzę realną możliwość dostosowania tego tekstu do wymogów gazetowych.
Z kolei Grzybobranie ma 80k znaków... i szczerze mówiąc nie wiem, co z tym zrobić. Podoba mi się tamten klimat i niespieszne tempo, więc nie chciałabym nic zmieniać, tym bardziej że wszystko jest szczegółowo zaplanowane i nie mogę po prostu wywalić jakiejś sceny jak w Rubińskim. No cóż, na razie spróbuję zrobić ostateczny konspekt Syberii i może ten tekst wyjdzie mi jakiś bardziej kompaktowy. To znaczy u mnie "zrobić konspekt" zawiera w sobie kilka-kilkanaście godzin researchu na zupełnie nieistotne tematy. Do Syberii robiłam już research, przeczytałam kilkanaście książek o himalaizmie, ale nie ma rady, muszę jeszcze poczytać, jak się przekracza rzekę zimą, bo to kluczowe. Jak znam życie, znowu skończę w środku nocy czytając artykuł na wikipedii na temat lodu amorficznego, ale liczy się droga, a nie cel.

niedziela, 17 czerwca 2018

Redakcja Rubińskiego

Tak, zaszłam już bardzo daleko w redagowaniu tego tekstu. Skopiowałam go na pulpit i otworzyłam plik, najgorsze już za mną. W ogóle nie wiem, czy zauważyliście, ale to będzie jednak Rubiński, a nie Rubinsky, a może w ogóle pomyślę o jakimś innym nazwisku, bo to oryginalne było... welp, pamiątką po jednej rzeczy, która i tak nie ma już znaczenia. Natomiast nie ma sensu w świecie przedstawionym, bo mam tutaj odległą przyszłość i Imperium Sol, którym rządzi banda tradycjonalistów szczycących się, jak to nazywają się w staroziemskim języku. Wiecie, Ian Francois Rubiński, Terry Joanna Davout, Anastazja Newton... (A Terry to ofc od Terra). Again, system nadawania imion nie ma żadnego związku z fabułą, ale jest śmieszny.
Mój problem z tym tekstem jest taki: fabuła jest niechronologiczna i kolejne fragmenty wiążą się na zasadzie skojarzeń, a co gorsza nie miałam nawet czasu tego dokładnie przemyśleć, bo to był ten moment, kiedy podczas NaNo skończyłam pisać Anestezjologa, a zostało mi jeszcze ponad 10k, żeby wygrać i Rubiński to był jedyny tekst, do którego dysponowałam jakimkolwiek planem. Dlatego teraz, zanim w ogóle zabiorę się za redakcję, muszę przejrzeć tekst, zrobić listę scen i zdecydować, które wypieprzyć (jedna już jest pewnikiem), co dopisać, a wszystko poukładać tak, żeby miało sens - nie chronologicznie, bo to nie jest istota rzeczy, ale fabularnie. Na szczęście wiem już, co ma być moim midpoint, co idzie przed, a co po, więc to mi ułatwia życie.

E: Wychodzi na to, że tylko jedna scena wylatuje, a w zakończeniu będę musiała jeszcze coś dopisywać, tymczasem tekst powinien być krótszy o jakieś 2k co najmniej (ma 11,3). Niofie, czy ty możesz do cholery nauczyć się pisać treściwie? To było NaNo, ok, ale w przypadku Grzybobrania nie mam żadnego wytłumaczenia.