To znaczy to nie jest parodia per se, bo wszyscy i ich matka wiedzą, że nie mam poczucia humoru. Po prostu ten tekst był wymyślany podczas przedzierania się przez las w trzydziestostopniowym upale, kiedy moje zdolności krytycznego myślenia były znacznie ograniczone. Wiele pomysłów po prostu wzięło i wyewoluowało w dziwną stronę - z jednej strony to dobrze, ale z drugiej zastanawiam się, czy uda mi się to poprowadzić w jakiś sensowny sposób, żeby nie wyszły z tego tony męczącego absurdu czy jakiś inny Douglas Adams. Welp, może potraktuję to jako swego rodzaju wyzwanie pisarskie, poza tym przy wymyślaniu samej fabuły na pewno jeszcze zrewiduję, co mi jest potrzebne.
A więc jest to tekst, który początkowo był japońskim fantasyopkiem z samurajami, ninjami i całą resztą, potem chciałam z tego zrobić jakiś zupełnie fantasyland średniowieczno-orientalny, aż wreszcie wróciłam do naszego świata i zamierzam pisać postapo (wiem, nikt się tego nie spodziewał, to takie inne od tych wszystkich postapo, które właśnie piszę).