Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieża z kości słoniowej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieża z kości słoniowej. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 sierpnia 2018

Tekst-parodia

To znaczy to nie jest parodia per se, bo wszyscy i ich matka wiedzą, że nie mam poczucia humoru. Po prostu ten tekst był wymyślany podczas przedzierania się przez las w trzydziestostopniowym upale, kiedy moje zdolności krytycznego myślenia były znacznie ograniczone. Wiele pomysłów po prostu wzięło i wyewoluowało w dziwną stronę - z jednej strony to dobrze, ale z drugiej zastanawiam się, czy uda mi się to poprowadzić w jakiś sensowny sposób, żeby nie wyszły z tego tony męczącego absurdu czy jakiś inny Douglas Adams. Welp, może potraktuję to jako swego rodzaju wyzwanie pisarskie, poza tym przy wymyślaniu samej fabuły na pewno jeszcze zrewiduję, co mi jest potrzebne.
A więc jest to tekst, który początkowo był japońskim fantasyopkiem z samurajami, ninjami i całą resztą, potem chciałam z tego zrobić jakiś zupełnie fantasyland średniowieczno-orientalny, aż wreszcie wróciłam do naszego świata i zamierzam pisać postapo (wiem, nikt się tego nie spodziewał, to takie inne od tych wszystkich postapo, które właśnie piszę).

poniedziałek, 30 lipca 2018

Z lasu

Wczoraj wieczorem wróciłam z tygodniowego pobytu w głuchym lesie, dzisiaj jak przyjechałam z uczelni (nie polecam roweru w tę pogodę) okazało się, że moja pralka się popsuła i prałam stos ubrań z wyjazdu ręcznie. Zanim zaczęłam grać w to życie zamiast wybrać sobie jakąś rozsądną klasę postaci wybrałam klasę przegryw życiowy w której zamiast punktów umiejętności po każdym awansie rozdajesz punkty failu.
Na wyjeździe obejrzałam sobie Thory, chociaż nie jestem specjalnie w Marvelu, i może coś na ten temat później napiszę, ale co ważniejsze rozkminiłam tyle rzeczy do moich opek, że to się w pale nie mieści - byłoby jeszcze fajnie, gdyby to było do jednego opka, a nie do dwudziestu różnych, bo ilość rozkminionego materiału trochę się rozmywa, ale i tak jest fajnie.
Tak na szybko:

środa, 31 stycznia 2018

2012

Rok 2012 był dla mnie czasem pisania dużej ilości badziewia. Między innymi miałam takie quasi-samurajskie opko, które generalnie nie miało sensu, było słabo napisane i w ogóle panowały w nim mór i nędza. Napisałam tego prawie 50k i swoim zwyczajem porzuciłam w jakiejś 1/4, mając plan kiedyś jeszcze do tego wrócić. Teraz po tylu latach zaczęłam coraz częściej myśleć o tym tekście, chociaż nie żeby go kontynuować, ale raczej napisać od nowa. W ogóle wywalę do kosza wątek japoński, bo jestem zbyt leniwa na research, poza tym chciałabym wreszcie potrenować pisanie fantasylandów z wymyślonymi imionami, zamiast niewolniczo trzymać się fantasyruskich (i tak będą w nim Ruscy, oni są w każdym jednym tekście, który pisałam przez ostatnie pięć lat, ale może chociaż będą się inaczej nazywać). Jako że moc lewacka w tamtych czasach była jeszcze we mnie słaba, muszę też przerobić płeć jakiejś połowy bohaterów (miałam tam dokładnie dwie bohaterki, z których tylko jedna nie była absolutnym randomem, ponieważ wtedy byłam małym seksistowskim gnojkiem, który pisał tylko o facetach), a ostatnio bardzo za mną chodzi wizja, żeby jeden z głównych bohaterów był non-binary. To ma sens w tym świecie przedstawionym. Trochę jeszcze pogrzebię w miejscowej kulturze, ale ma się to w dużym stopniu zasadzać na stosunkach lojalności między panem a wojownikiem, a wszystko polane dużą ilością lewactwa, a poza tym będą tam smoki. W każdym moim fantasy są smoki. Są jak Ruscy, tylko mniej hardkorowe.