Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie od nowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie od nowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 października 2018

Moje teksty: update

Zrobiłam sobie dzisiaj rachunek sumienia i porządek w tekstach, więc postanowiłam wrzucić aktualizację.
1. Ruskie elfy - od piętnastu lat jestem na etapie tworzenia świata przedstawionego i chyba powoli zbliżam się do końca.
2. Rude - ma się całkiem nieźle, zaczynam je na NaNo 2018 i wiem do czego dążę jeśli chodzi o ilość tomów i całą historię.
3. Słoneczniki - kolejny tekst właściwie gotowy do pisania, tylko parę szczegółów muszę dopisać do konspektu, poza tym planuję to na jednotomową powieść. Może 2019.
4. Reptiliada - ??? nie mam nawet pojęcia, co z tym zrobić, cały świat przedstawiony jest do przebudowania i może za kolejne dziesięć lat o tym pomyślę.
5. Anestezjolog - stan napisania to jakieś 40% i trochę pracy redakcyjnej nad tym, co już mam.
6. Podróże w czasie - muszę zrobić konspekt, ale mniej więcej wiem, ile to będzie opowiadań i dokąd zmierzam.
7. Wieża (postapo) - trochę świata jeszcze do doszlifowania, ale właściwie mogłabym się już zabrać za konspekt.
8. Niemcokosmosy (Fahimi + Kessler, czyli były Reuter) - dużo świata przedstawionego do ogarnięcia, poza tym jakoś to muszę połączyć z Anestezjologiem.
9. Czarnoksiężniczka + urban/quest fantasy - świat na etapie burzy mózgów, czyli w swoim najlepszym momencie istnienia.
10. Syberia - kiedyś to napiszę. Prawdopodobnie.
11. Grzybobranie - redakcja i właściwie będzie gotowe.
12. Romanow - ostatnia korekta i wysyłam.
13. Władzio - jw.
Jak to wszystko sobie w ten sposób rozpisałam wygląda to szokująco nieźle. Prawie jak kompetentny pisarz czy coś.

sobota, 4 sierpnia 2018

Tekst-parodia

To znaczy to nie jest parodia per se, bo wszyscy i ich matka wiedzą, że nie mam poczucia humoru. Po prostu ten tekst był wymyślany podczas przedzierania się przez las w trzydziestostopniowym upale, kiedy moje zdolności krytycznego myślenia były znacznie ograniczone. Wiele pomysłów po prostu wzięło i wyewoluowało w dziwną stronę - z jednej strony to dobrze, ale z drugiej zastanawiam się, czy uda mi się to poprowadzić w jakiś sensowny sposób, żeby nie wyszły z tego tony męczącego absurdu czy jakiś inny Douglas Adams. Welp, może potraktuję to jako swego rodzaju wyzwanie pisarskie, poza tym przy wymyślaniu samej fabuły na pewno jeszcze zrewiduję, co mi jest potrzebne.
A więc jest to tekst, który początkowo był japońskim fantasyopkiem z samurajami, ninjami i całą resztą, potem chciałam z tego zrobić jakiś zupełnie fantasyland średniowieczno-orientalny, aż wreszcie wróciłam do naszego świata i zamierzam pisać postapo (wiem, nikt się tego nie spodziewał, to takie inne od tych wszystkich postapo, które właśnie piszę).

piątek, 1 czerwca 2018

Oświecenie

Nie wiem, czy mieliście kiedykolwiek taki moment, kiedy orientujecie się, że wasz główny bohater od samego początku był nie głównym bohaterem, tylko antagonistą? No więc ja miałam właśnie ten moment i nagle struktura tego tekstu objawiła mi się w całej glorii i chwale, bo już nie próbuję wbijać młotka gwoździem. W każdym razie teraz wszystko ma sens i wreszcie działa, co nie znaczy, że sam tekst nabrał jakiegoś bardziej pozytywnego wydźwięku czy coś. Nadal jest ponury i paskudny, ale teraz przynajmniej rozumiem, o czym on w ogóle mówi.

Konspekt

Wesołego dnia dziecka! Nie wiem, jak wy, ale ja zgodnie z wielowiekową tradycją świętuję go butelką Riojy i jedzeniem resztek z wczorajszego obiadu.
Wczoraj w nocy skończyłam pisać konspekt Słoneczników i powiem wam, że to jest najlepszy i najgłębiej przemyślany konspekt, jaki kiedykolwiek stworzyłam. Zła wiadomość jest taka, że spędziłam kilka godzin na kombinowaniu, ale nie widzę żadnej możliwości, żeby ta historia skończyła się dobrze, więc spodziewajcie się, że przy pisaniu znowu będę jęczeć, jakie to paskudne, ponure i źle mi robi w głowę.
Also, mam nowy kawałek do mojej playlisty: The world. Jak widzicie nadal utrzymuję klimat puchatości, tęczy i kucyponków.

środa, 30 maja 2018

Tytuł

Słoneczniki. To bardzo fajny tytuł. Tak sobie myślałam o tym żółtym i wpadłam, że to bardzo dobrze pasuje, bo przecież nie mogę nazywać tekstu do końca Yellow. Nawet przez chwilę korciło mnie, żeby zmienić nazwę Pancernika, ale ona ma... bardzo długą i zawiłą historię, rozpoczętą zanim jeszcze w ogóle wymyśliłam i zaczęłam pisać ten tekst, więc trochę byłoby szkoda. Dlatego Pancernik zostaje, Słoneczniki pojawiają się osobno.
W ogóle muszę wam przyznać, że tak jak chyba większość pisarzy nie lubi wymyślać tytułów, to dla mnie to jest jedna z fajniejszych rzeczy. Nigdy nie siedzę i nie myślę, jaki tu nadać tytuł, po prostu w pewnym momencie on sam przychodzi i wtedy wszystko wskakuje na miejsce. Wcześniej zazwyczaj posługuję się prowizorycznym tytułem, który pojawia się, kiedy jeszcze tekst jest zdaniem pojedynczym zapisanym na kartce na nocnym stoliku (jak Rude czy Syberia) i czasami zdarza się, że tytuł jest na tyle trafny i robi sens, że zostaje (jak Grzybobranie), ale zazwyczaj prawdziwy tytuł po prostu któregoś dnia sam przychodzi, jeśli odpowiednio długo myślę nad jakimś tekstem.
Natomiast stosunkowo rzadko tytułuje rozdziały, bo skoro już wymyśliłam jeden dobry tytuł jakiegoś rozdziału, to musiałabym tytułować wszystkie, a nie zawsze mam tyle dobrych pomysłów. Tytułowałam rozdziały Małpy i byłam nawet z nich całkiem zadowolona, ale mam wrażenie, że nikt nie zwrócił na nie uwagi. Pierwsza Małpa ma 22 rozdziały, druga 28 i wydałam na to roczny zapas kreatywności.

Yellow cd

Mam już sześć stron notatek na temat Yellowa i wstępną koncepcję na konspekt w głowie. Niech mnie ktoś powstrzyma, bo naprawdę nie mogę teraz zacząć tego pisać. Szczególnie nie teraz, z powodu okoliczności mniej lub bardziej związanych z zarabianiem na życie. Natomiast jeśli te okoliczności miną, obawiam się, że nie będzie mnie już tak cisnęło do pisania, zawsze tak jest.
Anyway, zamiast mutanci będę używała określenia odmieńcy, mniej się kojarzy z X-menami. Mam już całkiem ogarnięty Pancernik i wychodzi mi na to, że każda jedna osoba z grona przywódców należy do przynajmniej jeszcze jednej grupy dyskryminowanej (Rebeka w ogóle jest kozakiem, bo ma mieszane Azjatycko-Afrykańskie pochodzenie, nieleganie przekroczyła amerykańską granicę i rozkręciła ruch feministyczny i to wszystko jeszcze zanim została odmieńcem). Co generalnie ma sens, bo oni nauczyli się walczyć o swoje prawa jeszcze zanim przyłączyli się do Pancernika. Tylko Rassvet jest trochę bardziej radykalny, ale to Rosja, nie mieli innego wyjścia, tym bardziej, że większość członków została przez Babanina wyciągnięta ze specjalnych obozów wojskowych.
W ogóle w tym tekście mocno się inspiruję ruchami antyrasistowskimi, feministycznymi i lgbt. Na przykład awantura o tęczę i że geje zawłaszczają sobie rozszczepione światło - w moim uniwersum sama nazwa Yellow wzięła się od tego, że odmieńcom po obudzeniu umiejętności oczy robią się żółte, co normalsi od razu podchwycili, że żółty = fuj, nikt się nie ubiera na żółto, nawet złoto wypada nosić tylko białe i czerwone, a potem jojczą, że odmieńcy zawłaszczyli sobie żółty.

wtorek, 29 maja 2018

Yellow

Nie mogę się do tego zebrać i napisać tego jakoś ładnie. W każdym razie tutaj jest trochę na temat świata przedstawionego Yellowa i trochę o inspiracjach. Muzyczne inspiracje są zawsze najlepsze, ale na dłuższą metę mam zbyt ograniczony gust muzyczny. W każdym razie tak: Advent, czyli piosenka o zniszczeniu i krwawej zemście, Sacred Worlds Guardianów jako popsuta inspiracja Zamknijcie Bramy Raju i Paint it Black Stonesów jako główny motyw muzyczny.

poniedziałek, 28 maja 2018

Zmiana decyzji

Dobra, ziomki, trochę się zagalopowałam. Zaczęłam sobie wypisywać istotnych bohaterów Yellowa i wyszło mi na ten moment 21 - niby to nie jest dużo, bo Ruskie elfy i Rude mają po 30, no ale też to nie jest tekst, który mogę zaplanować, a potem siąść i napisać praktycznie z marszu jak Grzybobranie. Trochę mnie poniosła fala entuzjazmu, bo fakt, to będzie krótsze niż Ruskie elfy, ale i tak widzę to jako jakąś konkretnych rozmiarów cegiełkę - tak od 100k. No i według mojego planu pisarskiego jeszcze z zeszłego roku miałam najpierw poćwiczyć na opowiadaniach, potem napisać to o podróżach w czasie, a więc zaczynać od mniej wymagających objętościowo rzeczy, bo jeszcze nie wiem, na ile mój nowy magiczny sposób pisania jest skuteczny na dłuższą metę (= nie na NaNo).
Dlatego nowy lepszy Yellow niewątpliwie powstanie, ale na razie muszę sobie dać na wstrzymanie. Może NaNo 2019, ale z drugiej strony nie wiem jeszcze, co konkretnie będę pisać na NaNo 2018, więc się powstrzymam z takimi założeniami. (W ogóle jesień 2019 zapowiada się dla mnie śmiesznie, ale mam nadzieję, że jakoś to przetrwam, bo nie chcę opuścić ani jednego NaNo od kiedy zmarnowałam jakieś pięć lat, bojąc się wziąć w nim udział).

Decyzja

jest taka, że będę pisała Yellowa. Piszę ten post już trzeci raz, ale myślałam nad tym całą noc i jestem dość mocno zdecydowana... natomiast borem a prawdą nowy lepszy Yellow ma już w tej chwili mało wspólnego ze starym gorszym Yellowem. To znaczy dość mocno przerobiłam świat przedstawiony, przesunęłam go 50 lat w przyszłość, rozwinęłam misję kosmiczną i zasugerowałam się jednym anime, którego nawet nie oglądałam (ale czytałam do niego bardzo dobry fanfik). Dlatego to jest trochę skomplikowane. Jeszcze nie wiem do końca, jak konkretne klocki będą do siebie pasować i muszę to przemyśleć.
Natomiast tak w skrócie o czym jest ten tekst: jak pewnie się domyśliliście po tym, jak wspominałam X-menów, piszę o mutantach ze zdolnościami parapsychicznymi, którzy muszą walczyć z nietolerancją ludzi. Natomiast naprawdę nie chcę, żeby każdy, kto przeczyta ten tekst, stwierdzał, że pewnie chciałam napisać fanfik do X-menów, tylko bez fanfika, więc trochę pozmieniałam. Also, jak już kiedyś wspominałam, generyczne światy przedstawione mnie z reguły nudzą i dostałabym wysypki na myśl o pisaniu w settingu współczesność-tylko-z-mutantami. W 2013 mi to nie przeszkadzało, ale w 2013 byłam laikiem i dyletantem, więc mało rzeczy mi przeszkadzało.
Jeszcze wracając do tej misji kosmicznej, to zdecydowanie to nie ma być space opera, natomiast jedną z odległych inspiracji było opowiadanie Dukaja, do którego stosunek mam bardzo ambiwalentny, mianowicie Ruch Generała, no i generalnie coś w tym stylu. Tylko nie tym stylem, jeśli wiecie, o czym mówię.
Na dniach możecie się spodziewać szerszego opisania świata przedstawionego, jak tylko sama będę wiedziała, co chcę z nim zrobić.

niedziela, 27 maja 2018

Naprawienie faili

Właściwie przypominam sobie o Tekście, O Którym Nie Wspominamy, bo z obecnej perspektywy widzę, że mogłabym go napisać teraz lepiej na tak wielu płaszczyznach, że aż palce mnie do tego świerzbią. Wtedy, po otrzymaniu tej ocenki na Mackalni (która trochę zrujnowała mój świat, bo wtedy uważałam się za bardzo dobrą pisarkę i że cokolwiek wyjdzie spod mojej klawiatury jest zajebiste samo w sobie) obiecałam, że napiszę to jeszcze raz z wykorzystaniem wszystkich rad, ale w końcu nie napisałam. Z jednej strony chciałabym udowodnić tym wszystkim ludziom, którzy być może ocenili moje pisanie z perspektywy tego jednego tekstu, że nie piszę aż tak tragicznie, jak można by po tym wnioskować, no ale ze zdecydowaną większością tych ludzi nie mam już kontaktu, więc tak czy inaczej by się nie dowiedzieli. Najbardziej żałuję Mackalni, bo to było dobre miejsce. Analizy mnie obecnie drażnią, ale ocenki u osoby, która zna się na rzeczy, to świetna sprawa.
To są naprawdę ciężkie decyzje. To znaczy wiecie, podstawową zaletą pisania tego tekstu jest to, że już raz go pisałam (mimo że fabułę i tak bym musiała gruntownie przerobić), więc większość rzeczy mam już dokładnie rozpracowanych, a więc właściwie mogłabym teraz siadać do konspektu i pisać. Ofc raczej nie zrobię tego zanim nie napiszę w końcu Władzia i Syberii, tym niemniej ta perspektywa jest bardzo kusząca. Also, poprzednio ten tekst też zaczęłam latem, a konkretniej w sierpniu 2013. To byłaby taka ładna rocznica.

sobota, 26 maja 2018

Mój pierwszy fail

Przy okazji przeglądania moich folderów ze space Niemcami cofnęłam się jeszcze dalej w przeszłość, mianowicie do lat 2012/2013. To był ten okres, kiedy w ogóle zaczęłam na poważnie pisać - wcześniej miałam na koncie kilka zeszytów zapisanych jakimiś bzdurami i sporo krótkich fanfików, ale w 2012 napisałam Małpę - 54k fanfika, który zaczęłam zupełnie na pałę i bez planowania, a potem udało mi się go skończyć i nie wiem, kto był bardziej zaskoczony: ja czy moi czytelnicy. W każdym razie ten tekst nie jest w żaden sposób dobry, nawet nie przyzwoity (choćby i pewni ludzie twierdzili inaczej. Nie mówię, że nie mają gustu, ale to naprawdę nie jest dobrze napisany tekst), natomiast byłam z siebie całkiem dumna, bo to była pierwsza tego typu inicjatywa, którą przeprowadziłam od początku do końca i może planowanie tego tekstu było do dupy, ale przynajmniej się jakoś kończył. Mimo marności tego tekstu mam do niego wciąż dużo sympatii i dlatego w 2015 napisałam kontynuację na kolejne 72k.
Potem było gorzej, bo doszłam do wniosku, że skoro skończyłam fanfik na 50k, to uda mi się też napisać tekst autorski, prawda? No więc napisałam. To jest Tekst, O Którym Nie Wspominamy. To znaczy nie taki jest jego tytuł, ale ten projekt przeciągnął mnie przez siedem kręgów piekła, dał mi raka i depresję. To największy szajs, jaki w życiu napisałam, a pisałam Akatsuki AU do Naruto, więc wierzcie mi, jest naprawdę nieporównywanie do dupy. Więcej, wszyscy czytelnicy byli raczej zgodni, że to tekst do chrzanu, a szczególnie już druga część. Bo tak, najpierw napisałam kilka opowiadań, z czego jedno mi zjechali na NF (chociaż akurat zupełnie nie za to, za co powinno być zjechane, nie polecam forum NF), potem część pierwszą na 50k, potem miała być część druga na drugie tyle, wyszło nie wiadomo co, które nie miało nawet 20k i w tej chwili już tak bardzo nienawidziłam tego tekstu, że chciałam tylko, żeby się skończył. Tak, skończył się w końcu i pewnych rzeczy się nauczyłam (głównie dzięki wspaniałej ocenie w ocenialni Pomackamy, poleciłabym, ale już nie działa), ale w efekcie na bardzo długi czas utkwiłam w przekonaniu, że wszystkie rzeczy będzie mi się pisać tak koszmarnie i w ogóle że pisanie to najgorsza rzecz, która mi się w życiu przytrafiła (co nie jest prawdą, najgorszą rzeczą w moim życiu były studia medyczne).
W każdym razie cały ten tekst zaczął się tym, że jestem absolutnym nerdem głosowym, co pewnie mogliście zauważyć po mojej nienawiści do lektorów i generalnie wszystkiego, co zagłusza oryginalną ścieżkę dźwiękową, co wyniosłam z lat oglądania anime. Natomiast w dalszym ciągu uważam, że Kouji Yusa ma jeden z najpiękniejszych głosów, jakie słyszałam, i właśnie z powodu tego głosu, a konkretniej trzech piosenek, a konkretniej anime, do którego były one nagrane, pisałam ten tekst. No i po nim widać, że był pisany pod dużym wpływem anime, chociaż to tylko jeden z jego problemów. Próbowałam się też w tym tekście z pewnymi psychologicznymi zagadnieniami, które zupełnie spieprzyłam, bo nie miałam warsztatu. Kilka osób mi wytknęło inspirację X-menami, co było trochę failem, bo X-menów obejrzałam dopiero wtedy, żeby wiedzieć, do czego tak przyrównują mój tekst i dowiedziałam się, że powinnam była zrobić to dużo wcześniej, bo te filmy o wiele lepiej rozwiązują pewne problemy, które były bzdurami mojego świata przedstawionego. No ale to ma sens, w końcu nad jednym pracował sztab ekspertów z gigantycznym kapitałem, drugie pisała licealistka.
Z jednej strony mogłabym ten tekst napisać od nowa, bo naprawdę rzadko zdarza mi się mieć ekstrawertyka w głównej roli, poza tym kupa ludzi dostarczyła mi kupy rzetelnych, konstruktywnych komentarzy, co mogłabym poprawić i nie chciałabym, żeby ich praca poszła na marne - a miałabym dzięki temu naprawdę solidną bazę. Z drugiej strony: to Tekst, O Którym Nie Wspominamy - wiążę z nim tak dużą ilość złych wspomnień, że nie wiem, czy byłabym w stanie przełamać się z zacząć pisać. Wiem, że na pewno dałabym radę to napisać, bo już raz to zrobiłam - tylko pytanie, jakiej jakości byłby produkt końcowy i czy to w ogóle byłoby warte.
(Tym razem nie wstawiam żadnego cytatu na podsumowanie, bo ten tekst jest tak wielką kupą, że nie znalazłam nawet niczego, co by się nadawało).

niedziela, 25 marca 2018

Krótka systematyzacja

Bo bardzo lubię systematyzować i tworzyć listy wszelkiego rodzaju. Rzeczy które w tej chwili piszę, redaguję albo planuję napisać.

środa, 31 stycznia 2018

2012

Rok 2012 był dla mnie czasem pisania dużej ilości badziewia. Między innymi miałam takie quasi-samurajskie opko, które generalnie nie miało sensu, było słabo napisane i w ogóle panowały w nim mór i nędza. Napisałam tego prawie 50k i swoim zwyczajem porzuciłam w jakiejś 1/4, mając plan kiedyś jeszcze do tego wrócić. Teraz po tylu latach zaczęłam coraz częściej myśleć o tym tekście, chociaż nie żeby go kontynuować, ale raczej napisać od nowa. W ogóle wywalę do kosza wątek japoński, bo jestem zbyt leniwa na research, poza tym chciałabym wreszcie potrenować pisanie fantasylandów z wymyślonymi imionami, zamiast niewolniczo trzymać się fantasyruskich (i tak będą w nim Ruscy, oni są w każdym jednym tekście, który pisałam przez ostatnie pięć lat, ale może chociaż będą się inaczej nazywać). Jako że moc lewacka w tamtych czasach była jeszcze we mnie słaba, muszę też przerobić płeć jakiejś połowy bohaterów (miałam tam dokładnie dwie bohaterki, z których tylko jedna nie była absolutnym randomem, ponieważ wtedy byłam małym seksistowskim gnojkiem, który pisał tylko o facetach), a ostatnio bardzo za mną chodzi wizja, żeby jeden z głównych bohaterów był non-binary. To ma sens w tym świecie przedstawionym. Trochę jeszcze pogrzebię w miejscowej kulturze, ale ma się to w dużym stopniu zasadzać na stosunkach lojalności między panem a wojownikiem, a wszystko polane dużą ilością lewactwa, a poza tym będą tam smoki. W każdym moim fantasy są smoki. Są jak Ruscy, tylko mniej hardkorowe.