Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą feminizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 września 2018

Nikt się nie spodziewał

Nie było mnie przez pewien czas z tego prostego powodu, że od czasu, kiedy ostatni raz pisałam, zdążyłam kupić i przejść do końca Dragon Age'a Inkwizycję. Co jest o tyle szokujące, że jak wiecie, nie gram. A jak już gram, to w dwie gry na krzyż i te gry nie zawierają w sobie jakichkolwiek elementów zręcznościowych i albo są turowe, albo nadużywam pauzy. Teraz z kolei przeszłam całą Inkwizycję w dwa tygodnie (na trudnym, nie chwaląc się, za bardzo wyexpiłam na samym początku i to mnie frustrowało).

czwartek, 21 czerwca 2018

Lewackie filmy

Drogie lewaki, jeśli macie trochę wolnego hajsu i kino w pobliżu, pójdźcie na Twój Simon i Ocean's 8, które właśnie lecą, bo warto, dużo lewackiego contetnu.

Simon:
- fajna komedia romantyczna, przez chwilę można przejść do świata gdzie wszystko jest miłe, pluszowe i dobrze się kończy,
- Abby jest śliczna,
- siriusly, wygląda niesamowicie, muszę obczaić tę aktorkę w innych filmach,
- podoba mi się rozwiązanie, kim był Blue,
- i podoba mi się też, że kiedy Simon zrobił kilka rzeczy wybitnie nie w porządku, to zostało mu to wypomniane, że takie rzeczy nie są w porządku i tak nie można robić,
- w ogóle jak na komedię romantyczną w amerykańskim hajskulu jest szokująco nietoksyczna.

Ocean's:
- CATE NA MOTORZE,
- nie wiem, czy w scenariuszu było, że Cate i Sandra mają grać szip, ale grały,
- brakowało mi tego, żeby Cate wystąpiła na tej gali w sukni, najlepiej udając bogatą Rosjankę. To mój główny zarzut do filmu - gdzie jest Cate w sukni balowej? Ale Sandra jako bogata Niemka też była dobra,
- nie podobał mi się na końcu plottwist z tym Chińczykiem, był taki od czapy,
- ale generalnie film świetny i właściwie wszystkie lasie były niesamowite, tak powinno się kreować ciekawe i różnorodne postacie kobiece, chcę więcej takich remake'ów w moim życiu.

niedziela, 10 czerwca 2018

Anime

Skończyłam oglądać anime, bo Japonia bombarduje mnie zabójczą dawką seksistowskiego i homofobicznego bullshitu, który przestałam tolerować. I po jakichś dwóch latach od rzucenia tego w cholerę dowiaduję się, że Gainax zamierza wypuścić filmową trylogię z Leijiverse. Wiecie, Leijiverse ma specjalne miejsce w moim sercu, bo to jest powód, dla którego przetrwałam pierwszy rok medycyny (tak, obejrzenie wszystkiego zajęło mi z grubsza rok) i teraz dowiaduję się, że zamierzają zrobić remake. Nie jestem zatwardziałym fanem, bardzo lubię film z 2013, dlatego mogłoby być super... Z drugiej strony boję się mieć nadzieję, że to będzie rzeczywiście coś dobrego, bo nowy LoGH okazał się śmierdzącą kupą, o której w ogóle lepiej nie wspominać i nie, ładne kosmosy i okręty nie nadrabiają za gównianą całą resztę.
Tak więc wiecie. Nie wierzę Japonii, że jest w stanie przedstawić jakąś nietoksyczną historię. Oczywiście im się zdarza, ale gdybym się miała nastawić, że to będzie zajebiste, a potem się rozczarować? To by było bardzo przykre. To nawet nie kwestia mojego rozczarowania Tanaką, chociaż fakt, że zawsze stawiałam go na piedestale jako wzór do naśladowania, a tymczasem jego oryginalne powieści okazały się... welp, może w ogóle o tym nie mówmy.
Czasami tęsknie za czasami, kiedy seksizm w książkach i filmach mi nie przeszkadzał, bo w tej chwili dostaje kurwicy w przypadku tworów, które byłby bardzo dobre, gdyby tylko autor traktował kobiety jak ludzi. Ale z drugiej strony wmawiam sobie, że jeśli więcej osób zacznie zauważać problem i mówić o tym otwarcie, to na fali wspólnego wkurwu coś uda się zmienić - ba, coś się zmienia, patrząc po Wonder Woman, siódmych Star Warsach i tak dalej, ale i tak to przypomina bardziej przelewanie oceanu wiaderkiem.

sobota, 12 maja 2018

Mam cytaty

i nie zawaham się ich użyć.
Był przystojny w jakiś delikatny sposób. W pewnym okresie Don nawet niepokoił się o męskość swojego najmłodszego syna. Niepokój ten został uśmierzony, kiedy Michael Corleone skończył siedemnaście lat.
Była zbyt chuda, za jasnowłosa, twarz miała zbyt bystro inteligentną jak na kobietę, a sposób bycia zbyt swobodny jak na pannę.
Ten człowiek za dobrze żył z czarnymi, co wskazywało na jakąś wadę charakteru.
To nie jest jak z whisky czy hazardem, czy nawet jak z kobietami, których większość ludzi chce, a których im wzbraniają pezzonovanti kościoła i rządu.
Kobiety naprawdę nie znoszą, jak mężczyznom za dobrze się wiedzie. To je irytuje. Sprawia, że są mniej pewne swojego wpływu, wywieranego na mężczyzn przez uczucie, nawyki seksualne czy więzy małżeńskie.
Wiem, że Michael nie może, ale ty nie jesteś Sycylijczykiem, ty możesz powiedzieć prawdę kobiecie, możesz traktować ją jak kogoś równego, jak taką samą ludzką istotę.

środa, 9 maja 2018

Nadal źle

Od czasu, kiedy opublikowałam ostatni post, chyba spadło na mnie przekleństwo, bo w ciągu ostatnich paru dni przytrafiło mi się trochę nieprzyjemnych rzeczy, ale są to głównie sprawy prywatne, więc nie będę się rozpisywać. Natomiast z nieprywanych: kto znał mój poprzedni blog pewnie wie, że swego czasu oglądałam trochę anime, szczególnie starszych, i jedną z moich ulubionych serii wszech czasów był Rurouni Kenshin. Mam jeszcze na dysku recenzję na 3,5k słów wychwalającą mangę, wielokrotnie oglądałam ulubione odcinki anime, kiedy czułam się źle, i generalnie to był mój promyk światła i pozytywne wsparcie w wielu chwilach. No i jak wszyscy już pewnie przede mną zdążyli się dowiedzieć, w zeszłym roku Watsuki został przyłapany z filmami z dziecięcą pornografią (zresztą do pedofilskich skłonności gdzieś się ponoć przyznawał).
...No i wiecie, teoretycznie nic to tej serii nie ujmuje, żadna pedofilia nie została tam przeszmuglowana, bohaterowie są tacy sami - a mimo wszystko zupełnie to przekreśliło ją w moich oczach. Ja wiem, że autor i tak nawet nie zarabia na używanych kopiach sprowadzanych z allegro, ale po prostu nie. Nie jestem w stanie oddzielić postaci autora od jego dzieła i przeszkadza mi nawet, że aktor grający Piątego Doktora ma kretyńskie komentarze, a co dopiero to, że autor ulubionej mangi jest pedofilem i oglądał pornografię dziecięcą. Kenshin to było moje dzieciństwo, miałam z nim mnóstwo dobrych wspomnień, ale teraz czuję się chora na samą myśl, że podobało mi się coś, co wyszło spod pióra takiej kanalii. W małym odstępie czasu straciłam złudzenia co do dwóch moich ulubionych anime (drugim było Legend of the Galactic Heroes i o ile wiem, Tanaka nie zrobił nic nielegalne, ale cóż... przeczytałam oryginalne powieści) i dochodzę chyba do ostatniego etapu, w którym po prostu nie chcę mieć z Japonią nic wspólnego. Nigdy. Więcej.
Also, przy okazji wyszukiwania informacji o Watsukim natknęłam się na różnej maści apologetów, którzy próbowali przekonywać, że 1/ w średniowieczu piętnastolatki to już dojrzałe kobiety i krótki czas życia wcale nie był spowodowany makabryczną śmiertelnością przy porodach, tylko tym, że ludzie wtedy po prostu krócej żyli, 2/ to jest Japonia, nie wolno nam naszych zachodnich standardów przekładać na ich grunt, bo w Japonii seks jest sztuką. Nie wiem, od czego mam zacząć przesłanie do tych ludzi... Pierdolcie się. Właściwie to miało pójść na koniec, ale chyba nie mam im nic więcej do powiedzenia.

sobota, 5 maja 2018

Jak to możliwe

Przyszło mi do głowy, że może Cherryh napisała Fortecę stosunkowo wcześnie i jeszcze nie ogarnęła pisania postaci kobiecych, ale nie, to książka z 1995, psiamać. Wcześniej zdążyła napisać większość Wojen Kompanii (Signy Mallory, Elene Quen, Satyna), Region Węża (Raen), pierwszy tom Przybysza (Jago, Ilisidi), cykl o Morgaine (Morgaine!), dlatego nie wiem, co jej się nagle stało, ale mi się to nie podoba.
Ok, fakt, wszystkie wymienione pozycje to albo space opera, albo sf, albo sf maskowane jako fantasy i na przykład obecność Morgaine jest wyjaśniana właśnie elementem sf, natomiast Forteca to typowe fantasy. Dlatego nie wiem, czy Cherryh dała sobie wmówić ten gigantyczny bullshit propagowany przez pisarzy klasycznego fantasy, że w średniowieczu kobiety nie istniały (poza łóżkiem i kuchnią ofc)? Z drugiej strony wiecie, nie chce się znowu powoływać na Martina jako pozytywny przykład, ale napisał Grę o tron w 1996. (Chociaż ile on już lat to pisze, mógł się zreflektować w międzyczasie).
Czytam teraz Hrabiego Monte Christo i jak na razie występuje w nim... narzeczona głównego bohatera. Która jest w sumie typową narzeczoną głównego bohatera. Tak, to jedyna postać kobieca na przeczytane przeze mnie jak na razie 250 stron i od dobrej połowy wszyscy o niej zapomnieli. A dajcie spokój z tymi zawszonymi klasykami, mam tego dość.

czwartek, 3 maja 2018

Hetersowy romans

Czytam dalej Fortecę w źrenicy czasu i strasznie mi się nie podoba, co się w tej książce. Generalnie pod względem sensowności Cherryh ma bardzo chwiejny poziom i nawet moim ulubionym Ludziom z gwiazdy Pella zdarza się kilka dość nieprzyjemnych momentów - właściwie jedynymi książkami, którym do tej pory nie mogę nic zarzucić, jest cykl Przybysz, ale przeczytałam tylko dwa pierwsze tomy. W każdym razie w Fortecy z czterech kobiet które istniały w tym świecie, dwie przestały istnieć (tzn nie że zginęły, po prostu zostały zmarginalizowane), z kolei córka regenta i jedna z sióstr barona dostały trochę większą rolę i trochę konkretniejszy charakter. No i mam problem.
1/ Orien przez chwilę zaczęła mi prawie imponować po tym, jak spróbowała brać władzę w swoje ręce i byłabym zachwycona, gdyby okazała się politykiem nie gorszym niż pozostali... ale oczywiście bardzo szybko trzeba było wrócić się do podstawy kreacji tej postaci, czyli że jeśli cokolwiek chce załatwić, to robi to przez łóżko. A idź pani z tym bullshitem. Naprawdę to jest zachowanie 50% reprezentacji kobiet w tej książce?
2/ Ninevrise teoretycznie może zapowiadać się fajnie w tym, że zamierza rządzić swoim krajem i jest co do tego zdeterminowana, ale z samego charakteru jest strasznie mehna. I oczywiście jej główną cechą rozpoznawczą jest to, że jest tak bardzo piękna, rozumiecie, TAK PIĘKNA i ma OCZY.
3/ Lubię Cefwyna, ale on bardzo pracuje na to, żebym jednak przestała i jak coś zasadzi, to aż ręce opadają. Sposób radzenia sobie z Orien? Najwyżej wyda ją za mąż za jakiegoś prymitywa, na którego przejdą jej włości, a jak dobrze pójdzie, to mąż ukręci jej kark i będzie spokój. Ok, ja wiem, że Orien jest knującą intrygantką, która prawdopodobnie maczała palce w spisku, ale taki sposób załatwiania spraw jest ciosem poniżej pasa. Also, jakoś nie widzę, żeby w przypadku innych baronów stwierdzał "najwyżej ożeni się go z jakąś trucicielką i poczeka na efekt". No i oczywiście ten wyjątkowo niesmaczny wątek, kiedy Ninevrise ucieka ze swojego kraju, żeby nie musiała hajtać się z jakimś przychlastem po śmierci ojca i oczywiście co robi Cefwyn, kiedy widzi ją po raz pierwszy? Oświadcza się jej. Oczywiście nie, nie, i tak jej pomoże i pośle wojska, ALE MOŻE JEDNAK ZA MNIE WYJDZIESZ, CO?
4/ W ogóle wątek całego tego zasranego romansu to taka żenada, że aż mnie zęby bolą. Bez problemu wbiłby bingo żenujących i niepotrzebnych hetersowych romansów. Chemii więcej jest już między Cefwynem a Tristenem, dowcipne komentarze były poniżej poziomu i jeśli w taki sposób hetersi wyobrażają sobie flirtowanie, to współczuję im bardzo, no i nie zapominajmy, że bycie nachalnym creepsterem, który całuje bez choćby sugerowanego przyzwolenia nie powinno być w żaden sposób tolerowane. W ogóle cały ten wątek to jedna wielka katastrofa, nawet jak na standardy hetersowych romansów. A dajcie spokój, nie mam na ten bullshit siły. Miałam nadzieję, że Cefwyn i Ninevris, jako władcy suwerennych państw w stanie niemalże wojny pokuszą się trochę o przedyskutowanie polityki, ale nie, jak tylko się widzą odbija im małpi rozum i dyskusja schodzi do poziomi gimbazy. Niby wiedziałam, że to tak się skończy po całym tym subtelnym forshadowingu z portretem, ale chyba miałam jeszcze jakieś minimum zaufania do Cherryh, że nie odwali takiej żenady, bo serio, inne pary w jej książkach były może nie jakieś porażająco sensowne, ale przynajmniej nie toksyczne. A tutaj jakby uznała, że skoro pisze klasyczne fantasy, to musi dostosować się do poziomu kałuży jeśli chodzi o pisanie romansu.

wtorek, 1 maja 2018

Ruskie

Zamiast pisać Grzybobranie myślałam trochę nad Ruskimi elfami i trochę zmieniła mi się koncepcja, bo Stanisława zamiast syna będzie miała córkę. Właściwie nic poza tym faktem się u tej postaci nie zmienia, może tylko tyle, że ją trochę rozwinęłam, bo Rasław był strasznym everymanem i nie myślałam o nim za dużo. Córka ma na imię Jaśmina. Początkowo myślałam nad jakimś standardowym staropolskim imieniem, szczególnie rozważałam Dobrawę albo Dobromiłę, ale uznałam, że odkwiatowe imiona też bardzo mi pasują do tej koncepcji. Róża i Lilia odpadły w przedbiegach, jako że to dwa najoczywistsze imiona, które przyszły mi do głowy, dlatego otworzyłam mój ulubiony słownik kwiatów (bo w tym tekście symbolika kwiatów ma bardzo duże znaczenie, ludzie nawet przesyłają sobie tajemne wiadomości odpowiednio aranżując bukiet) i najbardziej spodobał mi się jaśmin z tłumaczeniem na przywiązanie. (Drugi słownik go tłumaczy jako tajemną miłość, meh, czy wszystko musi się zawsze kręcić wokół romansu? Chociaż z drugiej strony rozważam romans Jaśminy z wnuczką/ spadkobierczynią margrafa Obmoczajewa, więc coś w tym może być).
Generalnie istota mojego problemu polega na tym, że wychowałam się na Tolkienie i przez bardzo długi czas był on moim wzorem i ideałem jeśli chodzi o literaturę. Jasne, lepiej tak niż Meyer czy Zafon, ale jednak o tolkienowskich kobietach już pisałam i nie była to bardzo pochlebna opinia. Przez Tolkiena nauczyłam się pisać o facetach i do dzisiaj mam pewien problem z przestawieniem się i tworzeniem głównych bohaterek - ale przynajmniej o tym wiem i mogę się sama pilnować. Zanim sobie to uświadomiłam, welp, w moich światach nie było kobiet. Potem było trochę lepiej i jakieś się pojawiały, ale od dopiero dwóch czy trzech lat ogarnęłam się na tyle, że to ma jakiś sens.
W pierwotnej (tej sprzed piętnastu lat) wersji Ruskich elfów kobiet... de facto nie było, potem kiedy parę lat temu reaktywowałam ten projekt coś tam naprawiłam i pojawiły się chociażby Stanisława czy Swetlana Fiodorowna, ale nadal było jakoś bez szału. Dopiero teraz robię poważne sprzątanie i ogarniam kuwetę. Niestety, trzech głównych bohaterów (Dimę Aleksiejewicza, Nikolaja Wasylewicza i Mitię Aleksiejewicza) mam już tak mocno utrwalonych w głowie, że takie sztuczki nie zadziałają.
Najgorsze jest to, że w tekstach mi to naprawdę zaczęło przeszkadzać. Chętnie bym się cofnęła do momentu, kiedy tego nie zauważałam, bo o wiele mniej książek by mnie wkurzało, ale tak się nie da. Czytam teraz na przykład Fortecę w źrenicy czasu mojej ulubionej pisarki Cherryh, co do której miałam bardzo duże oczekiwania, bo to ta sama osoba, która napisała moją truloff Signy Mallory. No i generalnie książka jest fajna, są świetni bohaterowie (szczególnie Cefwyn i Idrys), ale w tej książce właściwie nie ma kobiet. Przewijają się bliźniaczki, siostry barona których jedyną cechą jest to, że z każdym sypiają, pojawiła się dwa razy wioskowa baba i co jakiś czas wspominają córkę regenta sąsiedniego kraju. I generalnie książka jest fajna i w ogóle, ale nie mogę się nią cieszyć, bo cały czas czuję, że coś jest nie tak. Czemu Cefwyn nie może mieć młodszej siostry, którą wszyscy bardziej lubią, czemu wielki mag Mauryl nie mógł być wielką czarodziejką, czemu wśród baronów z południa nie może być żadnej zaradnej baby? Takie rzeczy bardzo mi przeszkadzają w czytaniu, szczególnie u autorów, u których spodziewałam się czegoś lepszego. Dość już mam utożsamiania się z białymi hetersowymi facetami tylko dlatego, że nie mam innego wyboru. (To znaczy ok, Idrys jest czarny i chciałabym ekranizację, w której gra go Idris Elba, ale you got my point).

sobota, 14 kwietnia 2018

Lista bbc, część 5.

Dzisiaj będzie o jednej książce, która zasłużyła na cały własny wpis, bo... no, sami zobaczycie.

niedziela, 11 lutego 2018

Feminizm

Tymczasem wypączkował mi w tym dopisywanym wątku nowy bohater, starszy mechanik German Iwanowicz Głuchowski. Mam już w Anestezjologu całych czterech facetów: Germana Iwanowicza, drugiego oficera, kapitana Chena Fu i pana Li, szefa tajnej policji. No i martwego anestezjologa, ale nie wiem, czy go liczyć, bo on jest martwy już w pierwszym zdaniu tekstu.
Jeśli kiedykolwiek to wydam, to będę z uporem twierdzić, że piszę literaturę kobiecą. Moimi bohaterkami są głownie kobiety i robią typowe kobiece czynności, takie jak rządzenie galaktyką, dowodzenie armią i strzelanie do ludzi.
(Ale Germana Iwanowicza lubię, zresztą imię zobowiązuje).

piątek, 2 lutego 2018

Czemu Freud jest palantem

Nadal czytam bzdurne wynurzenia pewnego Niemca (zostało mi jeszcze dwieście stron, przysięgam, ta książka czyta się dziesięć razy wolniej, niż jakakolwiek inna, którą miałam w rękach), ale to dobre podsumowanie, dlaczego uważam Freuda za najniższy poziom ścierwa:
Fakt, jego teoria podświadomości ma sens, ale już to, co z nią zrobił, to świństwo, szkodliwy bullshit i toksyczne torpedowanie ówczesnego ruchu feministycznego, które odbija w jaźni społecznej do teraz.